środa, 14 marca 2007

Kompozyt z Novel Ames Lab


Kompozyt z Novel Ames Lab może zastąpić zubożony uran.

czyli nanostrukturalne materiały oferują bezpieczne dla środowiska możliwości przeciwpancerne.

AMES,Iowa – Przeciwpancerne pociski wykonane ze zubożonego uranu powodowały niepokój* pomiędzy żołnierzami, którzy ich używali i którzy je magazynowali.Teraz naukowcy w U.S. Department of Energy's Ames Laboratory są blisko opracowania nowego kompozytu z wewnętrzną strukturą przypominającą lody przekładane pofalowaną polewą**, który jest złożony z materiałów bezpiecznych dla środowiska, by jeszcze lepiej spełniał swe zadanie.

DanSordelet, główny naukowiec Ames Laboratory prowadzi zespół badawczy, który syntetyzuje nanowarstwy wolframu i szkła metalicznego aby zbudować pocisk przeciwpancerny. „Kiedy pocisk wchodzi głębiej w pancerz, jego kawałki są ścinane, co pomaga mu uzyskać zaostrzone dłutowato ostrze na końcu penetratora***”, powiedział Sordelet. „Szkło metaliczne oraz wolfram są obojętne dla środowiska i eliminują obawy zdrowotne związane z zagrożeniem toksycznością i promieniowaniem zubożonego uranu”.

Stopy oparte na zubożonym uranie są tradycyjnie używane w produkcji masywnych,metalowych pocisków znanych jako penetratory energii kinetycznej (KEPs) .Połączenie dużej gęstości ((~18.6 gramów na centymetr sześcienny) i twardości**** czynią zubożony uran (ZU) idealnym***** materiałem do zastosowań balistycznych. Ponadto ZU jest szczególnie dobrze predysponowany do wykorzystania jako KEP, gdyż jego złożona struktura krystaliczna powoduje efekt zwany przez naukowców lokalizacją ścinania****** lub mikropasmami ścinania*******, kiedy jest plastycznie deformowany. Innymi słowy, kiedy penetratory wykonane z ZU uderzają w cel z wielką prędkością, ulegają deformacji i reagują „samoostrzeniem”.

„Tojest bardzo pożądane, żeby mieć takie właściwości równocześnie z wysoką gęstością i dlatego właśnie ZU jest stosowany, ale od początku Wojny w Zatoce w1991 jest duże zapotrzebowanie na jego zastąpienie.” powiedział Sordelet.

Popularnym zamiennikiem dla ZU jest wolfram ponieważ przy jego gęstości 19,3 gramów na centymetr sześcienny jest on nawet nieco cięższy niż ZU. Jednak wolfram ma bardzo prostą krystaliczną strukturę znaną jako centralnie skupioną strukturę sześcienną********. „Jeśli zrobię taki sam pocisk z wolframu i plastycznie go zdeformuję, otrzymam kształt grzyba skierowany kapeluszem ku miejscu, gdzie pocisk uderzył, ponieważ wolfram jest bardzo oporny na formowanie mikropasmścinania”, wyjaśnił Sordelet. „To można porównać do wzięcia cukierka toffi********* i podjęcia próby wbicia go w ścianę – otrzymacie efekt grzyba.”

Sordelet powiedział, że badacze od 15 lat szukają sposobów, by stosować wolfram.Stworzyli ciężkie stopy wolframu, przykładowo W-Fe-Ni (wolfram-żelazo-nikiel),w nadziei uzyskania mikropasm ścinania w czasie potężnych deformacji, ale nie osiągnięto dotąd zadowalających rezultatów. „Jest kilka typów penetratorów opartych na wolframie, ale nie są one równie skuteczne jak ZU” – stwierdził.

Przez ostatnie lata, mówi Sordelet, badania koncentrowały się na połączeniu wolframu ze znaczącą ilością szkieł metalicznych, ponieważ materiały te, jako konsekwencję braku uporządkowanej siatki atomów, są naturalnie podatne na wystąpienie mikropasm ścinania. „Problem w tym, że nikt nie uzyskał ekonomicznie dostępnego szkła metalicznego, które by miało wystarczającą gęstość, aby formować z niego pociski mogące konkurować z ZU”, powiedział.„Uzyskuje się wszelkie różnorodne, interesujące struktury, ale wszystkie zawierają granulki wolframu o średnicy mikrona albo większe, a to prowadzi z powrotem do efektu grzybowatego odkształcenia.”

Sordelet mówi, że idealną drogą byłoby wykonanie całego penetratora z kompozytu uformowanego z metalicznego szkła wzmocnionego nanokryształami wolframu, gdyż badacze z Johns Hopkins University i Army Research Laboratory zademonstrowali ostatnio, że kiedy wielkość ziaren wolframu zredukuje się do skali nanometrów,jego zdolność do zlokalizowanego ścinania znacząco wzrasta. Tak więc Sordelet i jego współpracownicy: Ryan Ott, Min Ha Lee oraz Doug Guyer zdecydowali się użyć sposobu mechanicznego mielenia, aby zredukować rozmiar ziaren wolframu i ściśle połączyć je w submikronowej skali ze szkłem metalicznym.

„Najpierwte dwa składniki fizycznie połączyliśmy w wirówce a potem mechanicznie zmieliliśmy mieszaninę, by stworzyć cząsteczki kompozytu,” wyjaśnił Sordelet. Zgodnie z jego słowami cząsteczki kompozytu składają się w nanoskali z odrębnych warstw wolframu i szkła metalicznego, niesamowicie podobnych do lodów przekładanych warstwami pofalowanej polewy. „Co było zadziwiające dla nas to fakt, że w czasie formowania struktury kompozytowego proszku, podczas nakładania jego nanowarstw, nic nie zmieniało się w innych warstwach” powiedział. „Metale niełączyły się ze sobą – nie zachodziło żadne stapianie się, a struktura metalicznego szkła pozostawała nie zmieniona. Odstępy między warstwami i ziarniste struktury są nadzwyczajnie małe.”

W testach małych naprężeń (niewielkich odkształceń), nanostrukturalny kompozyt Sordeleta metaliczne szkło+wolfram wykazuje skłonność do zlokalizowanego ścinania. „Fakt, że zjawisko występuje w niskich naprężeniach jest bardzo znaczący,” mówi Sordelet. „To jest niesamowicie sugestywne, żeby było można je zobaczyć w warunkach dynamicznej deformacji, jak również jest właśnie tym, co jest potrzebne dla KEP.”

Sordeletjest optymistą w sprawie potencjału nanostrukturalych kompozytów metaliczne szkło+ wolfram, nie tylko jako przyszłych KEP, ale również w rozwoju podobnych kompozytów dla super precyzyjnych mechanizmów z zaawansowanych materiałów.Ponieważ jednak gęstość typowych szkieł metalicznych jest dosyć mała, wie on,że trzeba osiągnąć poziom około 70 % wolframu w kompozycie, co uczyni nowe materiały atrakcyjnymi poprzez osiągnięcie gęstości akceptowanej przez jego kolegów z Army Research Laboratory.

Rozważając ten problem, Sordelet mówi: „Co jeśli zastąpimy szkło czymś, co ma wyższą gęstość i też ma skłonność to zlokalizowanego ścinania? Metaliczne szkło jest właśnie takim materiałem ze względu na jego silną skłonność do wystąpienia wspomnianego efektu,” zauważa. „Prace prowadzone w Army Research Lab i w Johns Hopkins University pokazały jednak, że wiele metali z centralnie skupioną strukturą przestrzenną ma zdolność do zlokalizowanego ścinania, jeśli osiągnie się wystarczająco małe rozmiary ziaren.” Tu jest właśnie sedno, Sordelet teraz szuka połączeń wolframu z innymi metalami o dużej gęstości ale to już całkiem inna historia.

DOE Office of Science Basic Energy Sciences Office finansowała wyżej opisane prace nad syntezą i konsolidacją nanostrukturalnego proszku kompozytu szkła metalicznego. Dalsze badania są wspierane przez subkontrakt z Kennametal Inc. wkooperacji z U.S. Army Research Laboratory.

Ames Laboratory jest prowadzone dla DOE przez ISU. Laboratorium prowadzi badania w różnorodnych obszarach interesów narodowych USA, włączając źródła energii,projektowanie superszybkich komputerów, oczyszczanie i rekonstrukcję środowiska oraz syntetyzowanie i studia nad nowymi materiałami. Więcej informacji o Ames Laboratory można znaleźć na www.ameslab.gov.

Opracował:Andrew Vysotsky
[Źródło:Novel Ames Lab composite may replace depleted uranium,  EurekAlert!, 31.01.2007]
*Całkiem bezpodstawnie. Amunicji takiej używała już Panzerwaffe w czasie II Wojny Światowej.Amunicja zawierająca penetratory ze zubożonego uranu nie rodzi zagrożenia promieniotwórczością. W miejscu użycia takiej amunicji, czyli w miejscu trafienia, teoretycznie może nastąpić zatrucie (chemiczne) osób, w następstwie czego pierwszym poważnym skutkiem jest uszkodzenie nerek, jednak jest to zagrożenie dla celu i jego otoczenia a nie dla oddziałów używających tego typu amunicji. Miejsca, gdzie użyto tej amunicji są bardzo szkodliwe ale to powód do obaw dla ekologów i mieszkańców rejonów przylegających do pól bitewnych a nie dla żołnierzy, którzy jej używają. (przyp. tłum).
**(oryg.) fudge-ripple ice cream
***W chwili obecnej istnieje kilka zasadniczych rodzajów pocisków przeciwpancernych.Pociski wykorzystujące do rażenia energię kinetyczną składają się zwykle conajmniej z części zewnętrznej, zapewniającej kształt optymalny przy pokonywaniu oporu powietrza, odrzucanej w trakcie lotu lub traconej w momencie uderzenia w cel, i penetratora, czyli elementu przeznaczonego do przebicia pancerza celu.Penetrator ma zwykle wygląd mocno wydłużonego grota. Ze wzoru na energię kinetyczną wynika, że o jego skuteczności decyduje masa i prędkość, a z wzorów na opory ruchu wynika również kształt, który dodatkowo powinien zapewniać maksymalnie mały przekrój penetratora w miejscu zaatakowania pancerza (przyp.tłum.)
****Uran-238w skali twardości Vickersa jest na drugim miejscu po wolframie (poza rzadko występującym metalem jakim jest osm). Jest 1,75 razy twardszy niż tytan i 3razy twardszy niż żelazo. Twardość ZU w pociskach przeciwpancernych zwiększa się jeszcze przez dodanie do stopu np. 0,75% tytanu (przyp.tłum.)
*****Inne zalety uranu jako materiału do produkcji penetratorów amunicji p.panc.: Uranjest piroforyczny, co oznacza, że w postaci rozdrobnionej samoczynnie zapala się w obecności powietrza. W praktyce po trafieniu powoduje więc dodatkowe efekty w postaci zapalenia paliwa i amunicji w niszczonym pojeździe.Stwierdzono jego do skuteczność w takich zastosowaniach jak niszczenie podziemnych magazynów paliwa i amunicji, hangarów oraz składów np. broni biologicznej i chemicznej. Uran-238 jest łatwiejszy w obróbce niż twardszy od niego wolfram, który charakteryzuje się znacznie wyższą temperaturą topnienia (3422 °C) niż uran (1132 °C). Ponadto ZU jest tańszy i bardziej dostępny niż wolfram.
******(oryg.)shear localization
*******(oryg.)shear bands
********Jeden atom położony centralnie i otoczony innymi ułożonymi na planie siatki w kształcie sześcianu (przyp. tłum.)
*********W oryg. Tootsie Roll - mało znana u nas marka amerykańskich cukierków, pierwotnie produkowana głównie w wersji o smaku czekoladowym, w kształcie cylinderków zawiniętych w papier, twarda, odporna na zmiany temperatury i wilgotności,obecnie w różnych smakach, przypomina twardsze odmiany naszych tofii (przyp.tłum)

wtorek, 13 marca 2007

Polska - Japonia, Japonia - Polska


CZYLI DEMORALIZUJĄCE PRAWO I TV, KTÓRA MOŻE ZGUBIĆ





W czasie prac budowlanych w japońskim mieście Owariasahi jeden z robotników znalazł plastikowy pojemnik. Okazało się, że w środku znajdowały się pieniądze- niebagatelna suma 50 milionów jenów, co stanowi odpowiednik około 420 tys.dolarów. Pieniądze zostały zakopane w ziemi na pustej działce pod miastem. Robotnik, pracując sam przy pomocy małej koparki, wydobył pojemnik kopiąc wąski rów. Po obejrzeniu zawartości, odniósł znalezisko na policję, która szuka obecnie właściciela fortuny.

Zdaniem ekspertów policyjnych, pieniądze leżały w ziemi przez pewien czas. Jeśli wciągu sześciu miesięcy nie znajdzie się właściciel, cała suma - minus30-procentowy podatek - przypadnie szczęśliwemu znalazcy.

Nie jest to największy podobny skarb znaleziony w Japonii. W 1980 roku na jednej zulic w centrum Tokio kierowca ciężarówki znalazł zgubiony bądź wyrzucony z innego pojazdu worek, w którym znajdowało się sto milionów jenów (ok. 850 tys.dol.). Właściciela nie znaleziono i kierowca zainkasował należne mu 70 mln jenów.

Źródło:Wiadomości Onetu za PAP, PU /01:01

Sytuacja jasna i czysta. Znalazł, płaci podatek, reszta jego. Choć w komentarzach internautów podniósł się krzyk, że w Japonii fiskus zdziera, to uważam, że nie mają racji.

Porównajmy tą sytuację z naszym pięknym krajem. Gdyby coś takiego zdarzyło się w Polsce,znalazcy przysługiwałaby 1/10 wartości wykopanego skarbu (tzw. znaleźne art.186 K.C.). Pozostała część może trafić tylko do pierwotnego właściciela lub jego spadkobierców, a w razie ich braku przechodzi na skarb państwa. Od kwoty znaleźnego oczywiście trzeba by jeszcze zapłacić podatek. Jakie jest pierwsze wrażenie po porównaniu sytuacji szczęśliwca z Polski i z Japonii? Nie napiszę,że nasze państwo, to największy złodziej, bo jeszcze by mi wytoczono sprawę oszkalowanie dobrego wizerunku naszej Ojczyzny. Każdy się jednak zgodzi z tym,że w Polsce państwo, poprzez takie właśnie regulacje prawne, uczy ludzi jak oszukiwać fiskusa, którego pazerność przerasta wszelkie możliwe granice. Już starożytni wiedzieli, że najtrudniejszy jest pierwszy raz. Gdy tylko raz się ludzie dowiedzą, jak nienasycona jest nasza władza, gdy tylko raz państwo ich zmusi, by je okradli lub oszukali, zaraz wiedzą jak należy postępować. Nic dziwnego,że co chwila, przy okazji znalezienia jakiegoś skarbu nad Wisłą, mamy przy od razu aferę związaną z jego rozkradaniem. Mało tego. Ostatnio coraz więcej jest sygnałów, że wiele skarbów w ogóle nie ujrzało oficjalnego światła dziennego iod razu trafiło „do ludzi”. Gdyby chodziło tylko o pieniądze, to niech tam, ale gdy przedmiotem takich praktyk są skarby historii, to jest to już bardzo poważna sprawa. Mamy nawet informacje, że w procederze „prywatnych wykopalisk”biorą udział również pracownicy naukowi, byli i nie tylko. Wiadomo - pecunia non olet.

Jest źle? Nie. Jest jeszcze gorzej. Jakby mało było art. 186 K.C. mamy jeszcze art.189 K.C., który gwarantuje znalazcy skarbu zamiast znaleźnego „odpowiednie wynagrodzenie”. W praktyce daje to państwu furtkę, by jeszcze bardziej oszwabić szczęśliwego obywatela. Gdy wspomniane 10% znaleźnego wydaje się być zbyt wysoką kwotą (a tak jest z reguły przy znaleziskach o wielkiej wartościhistorycznej, jak choćby kolekcje starych monet) można zawsze ustalić „odpowiednie”wynagrodzenie. Odpowiednie dla państwa oczywiście.

W świetle powyższego nie jest dziwne, że nasi rodacy nagminnie przywłaszczają sobie znalezione mienie, choć kara grozi teoretycznie nawet za podniesienie i zabranie banknotu znalezionego na ulicy (art. 284§3KK, czyli przywłaszczenie mienia znalezionego).

Czy w takim razie tylko państwo jest winne lepkim rękom naszych obywateli? Śmiem wątpić. Niemcy w naszych realiach zachowują się wyraźnie inaczej. Pamiętam taką sprawę, gdy niemieckie małżeństwo bawiące na wywczasach w jednym z naszych kurortów, znalazło portfel z dokumentami Polaka i sporą kwotą pieniędzy.Wieczorną porą zanieśli portfel, dokumenty i pieniążki do najbliższej jednostki policji. Tam przekazali wszystko zmęczonemu życiem i służbą, choć młodemu wiekiem funkcjonariuszowi, i poszli do domku, a właściwie do hotelu. Policjant popukał się w czoło, ponaśmiewał z głupoty Niemców, po czym znalezione przez nich pieniążki schował troskliwie do swej szafki. Portfel z dokumentami wrzucił do szuflady na dyżurce, gdzie leżał stosik innych znalezionych przez obywateli dokumentów, czekających cierpliwie na odesłanie do właścicieli, po czym o sprawie zapomniał. Na dodatek szuja nie podzielił się z kolegami, co ostatecznie go zgubiło, gdyż nie wiedząc co jest grane, nie mogli „prawidłowo”zareagować i go potem ostrzec.

Niestety,wspomniany policjant za dużo oglądał telewizji i to go zgubiło. Uwierzył, że jesteśmy już w Europie i że nie jesteśmy gorsi od Niemców czy Anglików, czyli że i u nich jak ktoś uczciwy to głupi. Po zakończeniu służby poszedł spokojnie do domku i jeszcze odsypiał nockę, gdy komendanta jego jednostki nawiedzili praworządni goście znad Łaby. Poprosili oni o wypłatę znaleźnego, bo sądzili,że już odszukano właściciela feralnego portfela. Kiedy policjanci poinformowali, że za dokumenty nie przewiduje się znaleźnego,  Niemcy wyciągnęli karteczkę i odczytali, jaka suma znajdowała się w przekazanym policji portfelu. Wobec ich zdecydowanej postawy i nadciągającej międzynarodowej scysji wezwano prokuratora a potem otworzono szafkę gamoniowatego policjanta, w której oczywiście leżały na widoku„zagubione” banknoty.

Tak więc złe prawo złym prawem, ale póki nasze postawy nie będą bliższe mentalności tych Niemców, póki nasze zachowania będą podobne do tych z drugiej strony barykady, nie wołajmy, że Europa jest zgniła i niemoralna, że mamy prawo innych nauczać moralności, bo jesteśmy pod nieodpartym wpływem Jana Pawła II, bo opiekunką Polski jest Maryja i właśnie budujemy IV Rzeczpospolitą pod światłym przewodem Ojca Rydzyka. Kiedy w naszym kraju będzie mniejsze złodziejstwo niż gdzie indziej, wtedy może te hasła nie będą wierutnym kłamstwem. Kiedy? Chyba nieprędko...



Wasz Andrew

poniedziałek, 12 marca 2007

ŚWIATŁO WYKRYWA ZAKAŻENIA RAN



Brytyjscy naukowcy znaleźli sposób, by błyskawicznie wykryć obecność bakterii.

„W końcu będziemy mogli powiedzieć, czy rana jest zakażona i będziemy w stanie określić, z jakim rodzajem bakterii mamy do czynienia.”

Dr Steve Rimmer, Sheffield University

Technologi a ta może mieć szerokie zastosowanie w leczeniu ran, anty-terroryzmie i monitorowaniu pacjentów pod kątem zainfekowania MRSA (gronkowcem złocistym).

Zespół z Sheffield University pracuje nad przenośnym zestawem, w którym specjalnie zaprojektowane molekuły emitują sygnał świetlny kiedy napotkają bakterię.Obecnie laboratoryjne wykrywanie bakterii zabiera całe godziny a nierzadko nawet dni.

Zespół poświęcił pięć lat na projektowanie specjalnych dużych molekuł, polimerów,które potrafią reagować z bakterią. Kiedy polimer oddziałuje z bakterią zmienia kształt i emituje sygnał świetlny. Sygnał może być w zakresie światła widzialnego ale może być też niewidoczny niezbrojonym okiem i wykrywalny tylko przy pomocy lampy fluorescencyjnej.

Obecnie, po uzyskaniu środków z Ministerstwa Obrony, naukowcy pracują również nad uzyskaniem polimerów, które będą mogły się łączyć z komórką bakterii.

Umieszczając polimer w ranie lekarze będą mogli momentalnie sprawdzić, czy rana jest zakażona, obserwując sygnał świetlny emitowany przez polimer. Technologia będzie szczególnie przydatna w warunkach polowych, gdzie nie ma możliwości korzystania z tradycyjnych urządzeń laboratoryjnych.

Zestaw, który ma być gotowy za trzy lata, będzie również mógł być używany do wykrycia rozmyślnych emisji bakterii, przykładowo w ataku wąglikiem.

Szerokie zastosowanie

Sheila MacNeil, professor inżynierii komórkowej i tkankowej, jeden z liderów projektu,mówi, że dzisiejsze metody pobierania wymazów i wysyłania ich do laboratoriów zajmują kilka dni a za pomocą sygnału świetlnego będziemy mieli odczyt w ciągu minuty.

Peter Hawkey, profesor bakteriologii zdrowia publicznego w Birmingham University mówi, że szybkie testy wykrywania bakterii znajdą szerokie zastosowanie.Dodaje, że będą szczególnie przydatne do wykrywania określonego patogenu, np.wąglika czy gronkowca złocistego.


Źródło:BBC News, 11 March 2007

OŚWIĘCIM ZAMIAST LUNAPARKU




W Pustkowie koło Dębicy (Podkarpacie) ma powstać replika hitlerowskiego obozupracy. Będzie on przypominał działający tam podczas wojny obóz koncentracyjny,w którym Niemcy zabili około 15 tysięcy jeńców.
Inwestycję chcą zrealizować władze gminy Dębica. Obiektmiałby stanąć u podnóża Góry Śmierci - gdzie znajduje się pomnik ku czciwymordowanych więźniów - powiedział wójt Stanisław Rokosz. Zapowiedział także,że atrapa bramy będzie zbudowana w miejscu, gdzie znajdowała się StrefaŚmierci, której nie wolno było jeńcom przekroczyć, bo inaczej strażnicyzaczynali strzelać. Według Rokosza najistotniejsze jest oddanie historycznegocharakteru miejsca.

Gminaliczy, że replika obozu koncentracyjnego przyciągnie turystów odwiedzających ZiemięDębicką. Pieniądze na inwestycję mają pochodzić z Unii Europejskiej. Samorządszacuje, że gdy zdobędzie niezbędne fundusze, prace przy budowie potrwają około2-3 lat.
 Źródło: Onet Wiadomości za IAR, MFi/10.03.2007

Jakto jest, że w kraju, w którym nie ma pieniędzy na konserwację zabytków,pięknych zamków, urokliwych kamienic, na utrzymanie dróg i na wszystko inne,znajdują się pieniądze na takie głupoty? Skąd się biorą ludzie, którzy majątakie pomysły?

Gdybyna wszystko starczało, nie byłoby problemu. Niech zamiast lunaparków budująmakiety Oświęcimia a zamiast piaskownic repliki masowych grobów. Jednak póki coPolska nie jest jeszcze krajem mlekiem i miodem płynącym. Pieniądze, nawetunijne, nie pochodzą znikąd, nie pochodzą z worka bez dna. Jeśli wydamy je natakie bzdury, to zabraknie ich na co innego.

Drugasprawa to wierność historii. Kiedy jestem w zamku, nawet odrestaurowanym, czy wbunkrze przekształconym na muzeum, jestem w stanie bez większego wysiłkuprzenieść się w dawne czasy, usłyszeć szczęk mieczy czy stacatto karabinówmaszynowych. W tych miejscach architektura dominuje nad zwiedzającym w takimstopniu, że nie gra roli, czy w kącie za bramą stoi pochodnia czy teżnowoczesny reflektor. Sama budowla mówi jednoznacznie co to za miejsce, jakimiało charakter i do czego mogło służyć. Inaczej jest jednak z miejscami takimijak obozy zagłady. Nawet te autentyczne wyglądają sztucznie i nieprawdziwie.Pamiętam moją wizytę w Oświęcimiu. Budynki czyste, schludne i cieplutkie, zcentralnym ogrzewaniem, regulatorami temperatury i higroskopami. Ogrodzenia zdrutu kolczastego też nienadzwyczajne. Takie same można zobaczyć w wieluzwykłych miejscach wymagających szczególnej ochrony. Krematoria – no cóż, dużepiece i tyle. Wszystko jakieś sztuczne i nieprawdziwe. Są jeszcze te włosy izabawki, ale i to nie robi większego wrażenia niż zwykły film dokumentalny otym miejscu i tamtych czasach. Skoro takie odczucia ma się w prawdziwym oboziezagłady, gdzie wiele rzeczy jest autentycznych, to co będzie czuł człowiek,który przyjechał z kraju, który nie zna obozów ze swej historii, co będzieczuł, gdy zajedzie do Pustkowa i zobaczy coś, co będzie od początku do końcasztuczne? Jeśli ma jakieś wątpliwości co do istnienia hitlerowskich obozów, tonie tylko się ich nie pozbędzie, ale jeszcze je w sobie pogłębi. O wydźwiękumoralnym budowania takiej „atrakcji turystycznej” z oczywistym zamiaremzrobienia na tym biznesu nie będę nawet się wypowiadał, bo słowa jakie sięcisną na usta są powszechnie uznawane za wulgarne i obelżywe.

Trzeciasprawa, i to chyba najgorsza, to brak mechanizmów utrzymania normalności wnaszym pięknym kraju. Wszędzie zdarzają się poronione pomysły i nawiedzeniludzie. U nas problemem jest bierność normalnie myślących ludzi, przez cowszelkiego rodzaju niewydarzone pomysły i idee mają szanse rozwinąć się ponadmiarę. We Francji nie buduje się atrakcji turystycznych w formie szafotów, wRosji nie stawia się atrap Gułagów a w USA nikt nie chwali się tym, co działosię w dawnych indiańskich rezerwatach. W Czechach i Słowacji zabytki sąnieporównanie lepiej opisane niż u nas, że o promocji Francji czy Anglii niewspomnę. Marzę o tym, byśmy i my byli normalni, by takie pomysły jak ten zPustkowa nie znajdowały poklasku i nie wyczerpywały twórczej siły naszegonarodu. By były siły na rzeczy naprawdę fajne i warte podziwu. 

niedziela, 11 marca 2007

ŚWIAT DZIWISZA



foto: Bartosz Staszewski, PRS Team.net    

Kościół katolicki, gdy go o to zapytamy, głosi hasła ekumenizmu, tolerancji, wyższości wartości duchowych i dziesiątki innych szczytnych idei. Czy jednak nie jest tak, że gdy weźmiemy pod lupę wypowiedzi kościelnych dostojników dotyczące innych tematów,to znajdziemy w nich całkiem odmienne widzenie świata? Czy wypowiadając się nainne tematy niechcący, na marginesach głównych wypowiedzi, nie mówią nam jaknaprawdę widzą rolę Kościoła w świecie? Jak widzą wartości moralne i jak samioceniają ludzi?


Kardynał Stanisław Dziwisz powiedział dziennikowi "Corriere della Sera", żesprawa księży-agentów w Polsce "została rozmyślnie wywołana". Wedługniego oskarżenia wobec osób z otoczenia Jana Pawła II mają na celupowstrzymanie jego kanonizacji.

W wywiadzie,który ukazał się w sobotę, kardynał zaprzeczył oskarżeniom o współpracę z SB niektórych duchownych z otoczenia polskiego papieża.

- To fałsz, żeosoby, które były blisko papieża, były agentami; to jest tylko argument, jaki chcą wykorzystać przeciwko jego świętości, ponieważ pada pytanie: czemu (papież) ichnie przegnał? Rzuca się cień na jego zdolności rządzenia - oświadczył. -Niegodziwości będą zawsze. To batalia, by powstrzymać kanonizację; pierwszewiadomości pojawiły się dwa dni po jego śmierci - zauważył kardynał Dziwisz.

...Jednocześniezwrócił uwagę, że beatyfikacja jest jedynie potwierdzeniem lokalnego kultu kandydata na ołtarze. W przypadku Jana Pawła II - jak zauważył - jest zupełnieinaczej, gdyż jego kult dotyczy całego świata...

Źródło: Onet Wiadomości za PAP, Mfi

Zwróćmy uwagę, że według kardynała Dziwisza, podważając umiejętność rządzenia Jana Pawła II można powstrzymać proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Dziwne, bo chyba nikt z nas nie słyszał, by umiejętności polityczne były jednym z elementów świętości.Skoro Jezus nie przegnał Judasza ze swego otoczenia, to jest logiczne, że naszprzyszły święty również nie oddalił ze swego towarzystwa agentów komuny (o iletacy tam byli). Kardynał Dziwisz w seminarium i w trakcie swej długiej karieryelementy logiki opanował na pewno w stopniu co najmniej ponadprzeciętnym. Skądwięc w jego rozumowaniu takie elementarne sprzeczności? O co więc tak naprawdę kardynałowi chodzi?

Nasuwa siępytanie, czy przypadkiem wymagania na świętych nieco się nie zmieniły? Może,choć oficjalnie Kościół nadal propaguje dawne wartości, w rzeczywistościposzukuje ludzi, którzy mogliby pociągnąć za sobą ciemny, prosty lud? Może poprostu potrzebuje na swych sztandarowych orędowników charyzmatycznychprzywódców, którzy potrafią manipulować ludźmi i kierować otumanionymi masaminiczym stadem owiec? Wtedy logicznym by było, że osoba, której umiejętnościrządzenia ludźmi byłyby wątpliwe, nie byłaby mile widzianym sztandarowym świętym.No bo jak inaczej tłumaczyć sobie słowa kardynała Dziwisza?

Kościół katolickioficjalnie przedstawia się jako tolerancyjny, jako ceniący skromność, ostatnio modny jest ekumenizm, a nawet twierdzenie Jana Pawła II, że wszyscy wierzący wszelkich wyznań są dziećmi jednego Boga. To ostatnie jakoś stoi w sprzecznościz pierwszym przykazaniem, ale to temat na osobne, dużo poważniejsze rozważania.Oto bowiem kardynał Dziwisz podkreśla, że kult Jana Pawła II dotyczy całegoświata. Nie bardzo to rozumiem. Nie. Właściwie to ja całkiem tego nie rozumiem.Katolicy nie stanowią całego świata, nawet świata chrześcijańskiego. Wieleodłamów chrześcijaństwa w ogóle nie uznaje katolickich świętych, więc jak możnamówić, że dotyczy ich kult Jana Pawła II? Poza tym zdaje mi się, że chrześcijanie nie są większością na świecie. Chyba wyznawców Allacha jest więcej niż nas. Są jeszcze i inne wyznania. Skoro katolicy nie znają nawetimion ich przywódców, to chyba kardynał Dziwisz nie zakłada, że oni interesująsię naszymi? A co z ateistami, których daleko nie trzeba szukać, bo pełno ichchoćby w Rosji czy w Czechach i na Słowacji? Co więc miał na myśli naszkardynał mówiąc, że kult JPII dotyczy całego świata? Czyżby świat to byli tylko katolicy, a reszta się nie liczy?

Może z okazjirozpoczęcia budowy IV Rzeczpospolitej nie powinniśmy zarzucać dawnych przyzwyczajeń? Może powinniśmy po staremu, jak dawniej analizować wypowiedzi naszych przywódców, by zobaczyć co tak naprawdę myślą?

Dlaczego o tym piszę? Dlaczego „czepiam się” Kościoła i jego hierarchów? Nie dlatego, że uważam, iż komuna była lepsza. Wręcz przeciwnie, uważam, że wizje Lenina i jegokompanii to był jeden z najgorszych pomysłów na budowę ładu społecznego, jakikiedykolwiek wymyślono. Nie mam nic przeciwko katolikom, muzułmanom, żydom czybuddystom. Fakt, do jednych czuję większą sympatię, a do innych mniejszą, alenie mam nic przeciwko nim, nawet przeciwko ateistom. Nie mam nawet nicprzeciwko temu, by ktoś sobie wierzył, że nie było ewolucji, że Ziemia jest płaskai stoi osią wszechświata. Ale jestem przeciwny temu, by jedni ludzie innymludziom w imię swojej wiary nakazywali, jak się mają oni zachowywać, by im wmawiali, że cały świat wierzy w to, w co oni wierzą, by zmieniali prawastosownie do swoich wierzeń, które powinny pozostać ich prywatnymi sprawami.Takie rzeczy na dłuższą metę nigdy dobrze się nie kończyły. Nawet dla tych,którym się wydawało, że to ich ideologia zawładnie światem.

sobota, 10 marca 2007

ZADŻUMIONY NARÓD



W Dniu Kobiet miałem wątpliwą przyjemność oglądać gości pana Tomasza Lisa w jego świetnym skądinąd programie „Co z tą Polską?”. Z tego spektaklu, podobnie jak z dzienników i wypowiedzi wodzów naszego wybranego narodu, wyłania się ostatnioczytelny obraz. W Polsce największymi problemami, od których zależy przyszłośćpaństwa, są aborcja i homoseksualizm.


Homoseksualizm,w rozumieniu liderów naszej kato-prawicy, jest uznawany za „chorobę, którą można leczyć”. To oczywiście jedno z bardziej eleganckich określeń, jakich taczęść naszych przywódców używa. Ogólnie można stwierdzić, że uważająhomoseksualizm za co najmniej coś nagannego, bo przecież choroby nie możnauznać za coś pozytywnego, pożądanego ani szczególnie godnego szacunku. Chcą namwmówić, że to naganne, brudne i złe. Wmawiają nam, że większość „zdrowych ludziteż tak uważa”.


Ja jestem wybitnym hetero i wcale się z tym nie kryję. Gdyby mi się przyśniła nocz mężczyzną, byłby to chyba najgorszy koszmar w mym życiu. Jeszcze gorszym koszmarem,bo na jawie, jest jednak to, czego muszę słuchać w dzienniku z ust trybunówPiS, LPR i innych programowo zbliżonych ugrupowań. Jakoś zapominają oni, żenikt nie robił wiarygodnych badań, czy większość chrześcijan uważahomoseksualizm za zboczenie albo też chorobę. Mniejszość to nie zboczenie, bo wtakim razie uczciwy to zboczeniec, a mądry to wybryk natury. Nawet jeśliprzyjmiemy, że wszyscy chrześcijanie, nawet homoseksualiści, oceniają orientację homoseksualną właśnie w ten sposób, czyli jednoznacznie negatywnie,to musimy pamiętać, że wyznawców Allacha jest więcej, a u nich spojrzenie naten temat jest nieco odmienne. Jeśli więc większość ma decydować co jestzboczeniem a co nie, to sprawa się wykłada. W skali świata może się okazać, żewiększość nie uważa homoseksualizmu za „chorobę”. Może po prostu przyznajmy, żekto nie jest z nami, ten nie ma racji i koniec?


Sprawa aborcji to już koronny pokaz katolicko-polskiego zadżumienia. Skąd mądrzy wpiśmie wymyślili, że płód od chwili poczęcia jest człowiekiem? Święty Tomasz zAkwinu, jeden z filarów teologii katolickiej, wyraźnie nas poucza, że zarodekpłci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Czyżbyrodzina Giertychów i inni ich znajomi z koalicji mieli lepszy kontakt z Bogiemniżanielski doktor, jeden znajwiększych świętych i teologów katolickich? Jak to się dzieje, że w kraju,gdzie prawie wszyscy są katolikami, nikt nie oponuje przeciwko zarzucaniuŚwiętemu Tomaszowi, który miał podobne poglądy, nomen omne doktorowi Kościoła, niewiedzy i podjudzania do aborcji? Wszak 40dni to ponad miesiąc a 80 to prawie trzy! Czasu do aborcji aż nadto i tozgodnie ze wskazówkami Świętego. Świętego, na którego niejednokrotnie powoływałsię Jan Paweł II. Inna sprawa, że jak każdy Polak, brał on z jego nauk tylkoto, co mu pasowało. W podobny sposób z nauk mądrych czerpią nasze polityczne elity z prawej strony stołu. Biorą tylko to, co im pasuje, by uzasadnić swe działania.


Sprawa jest prosta. Za komuny ludzie bacznie badali słowa władzy. Wyszukiwali sprzeczności w doktrynie i wypaczenia w jej realizacji. Wyszydzali to wkabaretach, pod budkami z piwem i w bibułach wydawanych za pieniądze obcychagencji wywiadowczych. Teraz politycy z gębami pełnymi frazesów chowają się zaautorytetem wiary katolickiej i zza jej zasłony plują głupotą, nienawiścią izwykłymi kłamstwami. Dzielą naród, podsycają nietolerancję, a wszystko to by ukryć, że nic nie budują, że tylko niszczą stare.


Poco zmieniać konstytucję pod kątem aborcji? Przecież obecny przepis nie nakazujenikomu jej popełnić. Jak ktoś zechce to i tak to zrobi. Bogatsza wyjedzie izrobi to w Holandii, gdzie można sobie bachora wyskrobać szybciej niż wyciąćmigdałki, ale gdzie ilość aborcji na 1000 kobiet jest mniejsza niż u nas (!), abiedna wyskrobie się u wiejskiej babki i już nigdy nie urodzi dzieci.


Czy jak przerobią konstytucję to dużo się zmieni? Przecież i tak pozostanie prawodo obrony koniecznej i stan wyższej konieczności. Kobieta, która się poddazabiegowi usunięcia ciąży broniąc swego zagrożonego przez płód życia, będziesię mogła wybronić podobnie jak napadnięty zabijający napastnika. Chyba, żekonstytucja, jako akt wyższy rangą, uchyli za jednym zamachem i prawo doaborcji, i prawo do obrony, i instytucję stanu wyższej konieczności. Ludzie!Opamiętajcie się!


Na zakończenie koronny dowód oszołomstwa do jakiego doszedł nasz naród. Co toznaczy „dziecko nienarodzone”? Zajrzyjcie do słownika. Dziecko to człowiek odurodzenia do pełnoletniości. Wcześniej ani później nie jest dzieckiem!Ideolodzy antyaborcyjni nie znają nawet języka polskiego! Po to są w naszympięknym języku takie słowa jak płód i zarodek, by nie używać słów dziecko iczłowiek tam, gdzie to nie pasuje. Może zamiast jajecznica z 10 jaj zacznijmy mówić „jajecznica z 10 kur (nienarodzonych)”. No bo skoro człowiek jest człowiekiem od poczęcia, to i kura jest nią od tego samego momentu. W Świętanie będzie już malowania jaj tylko kraszenie kur nienarodzonych!


Nie jestem zwolennikiem aborcji. Nie sądzę by ktokolwiek nim był. To tak jakbymówić, że ktoś, kto popiera prawo do obrony koniecznej, jest zwolennikiem linczu, licencji na zabijanie i eksterminacji mętów społecznych. Prawo doobrony, to prawo do wyboru, czy dokonać czegoś takiego czy nie, czy zabićczłowieka w imię obrony swego życia, życia innej osoby, itd. To nie popieranie zabijania. Tak samo prawo do aborcji to prawo do wyboru. To nie popieranie skrobania się bez powodu! Aborcja i homoseksualizm stały się sposobem, by odwrócić uwagę społeczeństwa od nieróbstwa rządu, który jak dotychczas tylkoniszczy i dzieli, zamiast godzić i budować. Dotychczasowy czas obecnej kadencjito tylko walka z coraz to nowymi wrogami, niszczenie coraz to nowych „przejawówdawnego systemu”. Może od razu wysadźmy ten kraj i wyjedźmy gdzie indziej? Bo itak nic innego z tego nie wyjdzie. Nie chcę być złym prorokiem, ale po sprawiemundurków, aborcji i homoseksualizmu, znajdą się następne. Do końca tejkadencji będziemy mieli festiwal walki z coraz to nowymi przejawami„barbarzyństwa” toczącego „zgniłą moralnie Europę”, z coraz to nowymi pomysłami„uzdrowienia” tego i owego, z coraz to nowymi pomysłami jak zmusić ludzi, bybyli szczęśliwi.


Członkom jaśnie nam panującej koalicji i tym zadżumionym umysłom, których tak wiele w naszym kraju, przydałoby się pamiętać o lekcji Masakady. Ale jak oni moglisłyszeć o czymś takim, skoro pan Kaczyński, wielki patriota i doktor naukprawniczych, nie umie odśpiewać hymnu, bo słów nie pamięta? Jak ktoś nie umiehymnu spamiętać, to i nie dziwne, że inne fakty również przekręca i wybiórczozapomina. A pan Giertych to może by najpierw kolegów z koalicji hymnu wyuczył,zanim się za cudze dzieci zabierze?


Najgorsze jest to, że nasze narodowe oszołomstwo nie jest nowym wynalazkiem. Już dawno mistrz Młynarski ułożył na ten temat piękny tekst, a ponieważ sprawy mają sięcoraz gorzej, więc pozwolę go sobie zacytować w całości ku otrzeźwieniuzadżumionych umysłów:


"Słów kilka w sprawie grupy facetów chcę tu wygłosić,
lecz zacząć muszę nie od konkretów, a od przeprosin:
skruszon szalenie, o przebaczenie pokornie proszę,
że trochę pieprzny jest felietonik, który wygłoszę.
Lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie pieszczę,
to wybaczycie mi to, panowie, raz jeden jeszcze...


Otóż faceci wokół się snują, co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz popsują, w domu czy w pracy.
Gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym,
na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek!


Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?
Co by tu jeszcze ?


Czasem facetów, żeby mieć spokój, ktoś tam przerzuci,
do jakieś sprawy, co jest na oko nie do popsucia.
I już się prężą mózgów szeregi i wzrok się pali,
i już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali.
A oni myślą w ciszy domowej lub w mózgów truście -
Coby tu jeszcze spieprzyć panowie?
Coby tu jeszcze?


Lecz choć im wszystko jak z płatka idzie, sprawnie i krótko,
czasem faceci, gdy nikt nie widzi, westchną cichutko,
bo mając tyle twórczych pomysłów, tyle zdolności,
bo jąsię, by im wkrótce nie przyszło trwać w bezczynności.
A brak wciąż wróżki, która nam powie w widzeniu wieszczym:
jak długo można pieprzyć, panowie
Jak długo jeszcze ?


Pozwólcie, proszę, że do konkretów przejdę na koniec:
okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie,
weźmy się w kupę, bo w tym tkwi sedno, drodzy rodacy,
by się faceci czuli potrzebni w domu i w pracy.
Niechaj ta myśl im wzrok rozpłomienia, niech zatrą ręce,
żetyle jeszcze jest do spieprzenia! A będzie więcej !"

sobota, 3 marca 2007

ODWIECZNA POLSKA (NIE)TOLERANCJA




Wostatnim dniu lutego po raz pierwszy miałem okazję zajechać do czeskiegoNachodu, lub jak kto woli Náchoda. Wypad był w założeniu typowo rozpoznawczy,czytaj sklepowo-zakupowy. Dzięki bystrości mojej córki, która swym sokolimokiem od razu wypatrzyła tuż za hipermarketem Hypernova solidny kawał betonu,wycieczka momentalnie przekształciła się w to, co lubię najbardziej, czylizwiedzanie miejsc historycznych. Okazało się, że tuż za wspomnianym marketem,znajduje się ciężki schron bojowy piechoty NS-84 VODA, jeden z licznychobiektów osłaniających czeską twierdzę DOBROŠOV. Tutaj od razu nasunęło mi sięsmutne skojarzenie, że w Polsce nie uświadczysz przy tego typu zabytkach takprofesjonalnie wykonanych tablic informacyjnych, z opisem, zdjęciami, widokiemz powietrza i schematem budowli, jakie napotkamy u naszych południowychsąsiadów. W dodatku tablic bez kleksów farby, graffiti i innych bohomazów. Toskojarzenie było jednak tylko muśnięciem nie będącym w stanie zepsuć radości znapotkania takiego „solidnego” kawałka historii.

Najgorszeprzyszło, gdy po drugiej stronie ulicy, naprzeciw wejścia do wspomnianejświątyni Hermesa, na zwykłym, niepozornym budynku, zobaczyłem tablicę kupamięci żołnierzy Armii Czerwonej poległych w tych okolicach. Do kompletu przedwejściem umieszczono nieco skarłowaciałą, ale wyraźną i opatrzoną stosownymnapisem rzeźbę krasnoarmiejca. Wszystko w eleganckim stanie, czyściutkie, bezśladów dewastacji.

Kiedyś,gdy mieszkałem w Świnoujściu, szlag mnie trafiał ilekroć wracałem z Ahlbecku iw „środkach masowego” słyszałem o odwiecznej polskiej tolerancji. Miałemporównanie. W Świnoujściu pierwotnie, czyli po wojnie, był cmentarz polski,radziecki i niemiecki, że o pomnikach nie wspomnę. Cmentarz niemiecki zaorano izadeptano (dosłownie, to teraz park), cmentarz radziecki praktyczniezlikwidowano, a o pomnikach o proweniencji radzieckiej nawet nie ma co mówić. WAhlbecku (dawne DDR) w najlepszej formie jest pomnik-mauzoleum ArmiiRadzieckiej przy głównej ulicy miasta, cmentarz Wehrmachtu leżący nieco dalej,a także cmentarz żydowski(!). Żeby nie osłabiać swojego patriotyzmu i nieprzestać wierzyć w „nasze odwieczne wartości” mógłbym sobie tłumaczyć, że towina komunistów, że Niemcy tak nie zdziczeli pod wpływem komunizmu, bo mielibraci w RFN. Mógłbym, gdyby to była prawda.

Niestety.Nasz kler i wierni pod nieodpartym wpływem Jana Pawła II nie są wcale odmienniod komunistycznej części narodu. Ostatnią perełkę zauważyłem o rzut kamieniemod Polanicy, w miejscowości Szczytna. Obok zabytkowego kościoła wybudowano tamdrugi ołtarz, pod gołym niebem. Nie byłoby w tym niczego niestosownego, gdybynie to, że wybudowano go z potrzaskanych płyt nagrobnych wyrwanych zzabytkowych nagrobków niemieckich. Buta i arogancja naszych braci w wierze jesttaka, że do dziś na ułamkach płyt tworzących ołtarz można odczytać niemieckienapisy nagrobne! Do dziś nikt ich nawet nie usunął, bo i po co. Czego tu sięwstydzić? Pocieszałem się, że w innych krajach nie jest lepiej ale ta wizyta wNachodzie dobiła mnie całkiem.

Czechyi Słowacja w porównaniu do Polski to kraje prawie ateistyczne. Dlaczego więcprzy każdej okazji nie niszczą wszystkiego co sprzeczne z poglądem aktualnierządzącej partii? Dlaczego zachowują pamięć i szacunek wobec Krasnoj Armii,która jakby nie było, kosztem wielu ofiar, zdławiła faszystowskiego gada? Nocóż. Można się pocieszać, że Polska miała trudniejszą historię, więc i ładuneknienawiści w niej większy. Czy to jednak prawda?

Krajenadbałtyckie zostały bardziej chyba nawet doświadczone przez drugą wojnę niżPolska, a już na pewno bardziej oberwały od światowej rewolucji. Jakiś czastemu widziałem w filmie dokumentalnym o Waffen SS wypowiedź premiera czy teżprezydenta, Łotwy czy też Estonii, teraz już nie pomnę, którego zapytano,dlaczego u nich świadczenia kombatanckie przysługują zarówno byłymCzerwonoarmistom, jak i byłym żołnierzom Wehrmachtu a nawet SS. W odpowiedziwspomniany polityk wyjaśnił, że sprawa dotyczy tylko szeregowych żołnierzy,którzy nie brali udziału w zbrodniach wojennych. Jedni walczyli w szeregachNiemieckich, bo chcieli wyzwolić ojczyznę od znienawidzonych komunistów, a niez uwielbienia dla Hitlera. Drudzy walczyli po drugiej stronie, bo po ofensywieniemieckiej okupantem był Hitler i okazał się nie lepszy od Stalina. W uznaniupatriotyzmu, ofiary z życia i zdrowia, zasadne jest, by i jednych i drugichotaczać szacunkiem.

Skoronawet takie egzotyczne dla nas kraje, gdy przychodzi do konkretów, okazują siębardziej tolerancyjne od Polski, to skąd te mity o naszej „odwiecznejtolerancji”? Popatrzmy na dzisiejszą Polskę. Na ten kraj rozdarty przez ciągłei ciągle niedokończone rozliczenia, przez ciągłe polowania na czarownice. U nasnie uchowa się ani cmentarz radziecki, ani żydowski, ani żaden inny pozanaszym. Na żydowskich malujemy swastyki, niemieckie burzymy, radzieckiedewastujemy. Od kogo jesteśmy bardziej tolerancyjni? Od fanatycznych,muzułmańskich terrorystów na pewno. Tylko czy o to chodzi, gdy mówimy o naszej„wyjątkowej, odwiecznej tolerancji”?

piątek, 2 marca 2007

WIELE OBYWATELI



„...wiele obywateli...” - Wbrew pozorom to nie cytat zrozmówek pod budką z piwem, a z dzisiejszej wypowiedzi Ministra EdukacjiNarodowej, absolwenta Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, RomanaGiertycha. To nie pierwszy taki lapsus językowy w wykonaniu wspomnianego i jegoprogramowych towarzyszy, tj. braci Kaczyńskich. Ilekroć któryś z nich ma okazjęwygłosić dłuższą, swobodną wypowiedź, tylekroć mamy dużą szansę zanotowaćjakieś potknięcie, czasami wręcz ewidentny błąd językowy. Mikołaj Rejpowiedział, że Polacy nie gęsi i swój język mają. Skoro nie zna go prezydent ipremier, skoro nie zna go i Minister Edukacji, to czy Polacy żyją w tym kraju,czy też może znów gęsi albo inne ptactwo? I tacy to ludzie, ludzie, którzy mająproblem z odśpiewaniem hymnu polskiego, którzy nie potrafią się poprawniewysłowić, chcą innych uczyć patriotyzmu?

Fakt, że ci poważni mężowie ukończyli prestiżowe polskieuczelnie, a pod względem retoryki ustępują nawet self-made manowi AndrzejowiLepperowi, świadczy niezbyt pochlebnie również o tych uczelniach. Nie wspomnęjuż o tytułach naukowych, które ww posiadają, a które dziwnie nie pasują dopoziomu ich słownictwa i lotności ich wypowiedzi. To aż razi. Doktor naukprawnych, który na okrągło kaleczy język ojczysty! O Tempora, o Mores!!!