"Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć."
wtorek, 26 marca 2013
O pamięci
"Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć."
poniedziałek, 25 marca 2013
Ilu kobiet potrzebuje facet?
"Facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta."
niedziela, 24 marca 2013
Dla recenzentów
"Jeśli człowiek musi karmić drugiego kłamstwami na temat jego
talentu tylko dlatego, że siedzi on naprzeciwko, staje się to najbardziej
niewybaczalnym kłamstwem, ponieważ zachęca go do dalszej twórczości, a w
ostatecznym rozrachunku jest to najgorszy sposób zmarnowania sobie życia przez
człowieka pozbawionego talentu."
sobota, 23 marca 2013
Samokrytyka
"To, że na dziesięć lat porzuciłem pisanie, było chyba jednym
z najszczęśliwszych zdarzeń w moim życiu. Przypuszczam, że część krytyków
dodałaby, że było to również jedno z najszczęśliwszych zdarzeń dla czytelników."
piątek, 22 marca 2013
Droga
Droga
(oryg. The Road)Cormac McCarthy
tłumaczenie: Robert SudółWydawnictwo Literackie 2008
Cormac McCarty jest uważany za jednego z najlepszych współczesnych amerykańskich pisarzy, więc sięgając po Drogę miałem nadzieję na świetną lekturę. Powieść rozpoczyna się mocnym wejściem – wejściem w świat po apokalipsie. Towarzyszymy ojcu i synowi, którzy pieszo przemierzają pustkowia dawnej Ameryki zniszczonej, jak cała Ziemia, przez bliżej nieokreślony kataklizm. Jak w Biblii; Ojciec, Syn i Duch Święty, tak tutaj; ojciec, syn i człowieczeństwo, a raczej jego resztki. Wędrują przez spaloną krainę, pełną ciemności, pod ledwo widocznym, zasłoniętym przez dymy i pył, słońcem. Uciekają przed zimnem i głodem, przed bandami kanibali, przed złem. Starają się być dobrymi ludźmi. Czy im się to uda i jak się zakończy ich odyseja, oczywiście zdradzać Wam nie będę.
Trzeba przyznać iż Cormac McCarty ma pióro! Rozumiem zachwyty wielu czytelników i krytyków, gdyż klimat tej powieści jest niesamowity. Niestety, ja tej powieści arcydziełem bym nie nazwał. Przeczytawszy, iż Droga przyniosła pisarzowi Nagrodę Pulitzera, oczekiwałem czegoś na miarę Zabić Drozda, o której niedawno pisałem, ale tym razem się zawiodłem. Sam klimat to naprawdę za mało.
Od początku, pomijając już mieszane odczucia co do mało przekonujących sylwetek głównych bohaterów, a zwłaszcza tego młodszego, miałem uczucie nierzeczywistości, nieautentyczności świata Drogi. Nie przeszkadzało mi, iż nie znałem przyczyn kataklizmu, ani jego natury. Brak mi było podstawowej logiki i elementarnej wiedzy w kreacji tej postapokaliptycznej rzeczywistości. Jeszcze żyją ludzie, jeszcze nie wszyscy umarli. Nie ma już żadnych roślin – powiedzmy. Ale nie ma już żadnych zwierząt? To tak naciągane, że aż bije w oczy. Szczury na pewno przetrwają dłużej niż ludzie, podobnie jak wiele innych gatunków, że o owadach nie wspomnę. Tymczasem wędrowcy spotykają tylko ludzi! Żadnych śladów innego życia. Nawet robaków w ludzkich zwłokach! To, że krytycy z reguły są humanistami, nie usprawiedliwia ślepoty, która nie pozwala zauważyć błędów podobnego kalibru. Dla mnie osobiście niespójność wykreowanego świata już wystarczająco znacząco obniża wartość powieści, a jeśli do tego dodamy wadliwe sylwetki głównych postaci… Wielki zawód. No i takie drobiazgi jak ciąganie dobytku w wózku sklepowym poprzez całe Stany. Jakby nie było wózków dziecinnych o dużo lepszych własnościach transportowych, co już dawno zauważyli nasi bezdomni i złomiarze. Oczywiście, mimo tych wad, powieść czyta się świetnie i nikogo nie będę od zamiaru jej poznania odwodził, ale między jej klasą, a takimi powieściami jak choćby wspomniana krewna po Pulitzerze, czyli Zabić drozda, jest cała przepaść. Piszę to ze smutkiem, gdyż z taką umiejętnością budowania nastroju grozy, beznadziei i nicości, można było stworzyć arcydzieło. Niestety nie wyszło. Udała się bardzo dobra klimatyczna powieść z podtekstami moralnymi, lecz niestety nic więcej.
Dla porządku trzeba też wspomnieć, iż w 2009 roku na podstawie powieści nakręcono film o tym samym tytule, z którego obraz został zresztą wykorzystany do ozdobienia okładki mojego wydania książki, ale nie zebrał tak entuzjastycznych opinii jak wersja drukowana. Nie poznałem go dotąd, więc dłużej nie będę się rozwodził. Czas poszukać nowych dróg na kartach nowych lektur
Wasz Andrew
czwartek, 21 marca 2013
Wyzwolony seks
"Ludzie pozbawieni zasad moralnych często uważają się za
bardziej wyzwolonych, ale przeważnie nie potrafią odczuwać lub są niezdolni do
miłości. Dlatego uciekają w rozwiązłość. Trupy spółkujące z trupami. W ich
grach nie ma ani elementu ryzyka, ani poczucia humoru. To wielka orgia zwłok."
środa, 20 marca 2013
Kobiety, wino i książki
Kobiety
(oryg. Women)Charles Bukowski
tłumaczenie: Lesław Ludwigwydawnictwo: Noir Sur Blanc 2010
Jakiś czas temu miałem przyjemność napisać dla Was o powieści Hollywood pióra Charlesa Bukowskiego, zmarłego w 1994 roku amerykańskiego pisarza, kobieciarza i alkoholika, jak sam o sobie mawiał. Choć jego twórczość budzi ostatnio w naszym kraju dość duże zainteresowanie, książka ta nie wzbudziła mojego zachwytu i myślałem, iż nigdy już moja droga czytelnicza nie przetnie się ze ścieżką jego dorobku literackiego. Jak się jednak okazało, słowa „nigdy nie mów nigdy” będące motywem z Jamesa Bonda zawierają w sobie głęboką prawdę i przekonałem się o tym, gdy doszły mnie wieści, iż lekturą mojego oddziału DKK na marzec ma być książka Kobiety tego samego autora.
Żwawo zabrałem się do lektury i, o dziwo, okazało się, iż tym razem opowieść jest lekkostrawna. Jak w Hollywood, która jest zresztą późniejszą w stosunku do Kobiet powieścią, tak i teraz, głównym bohaterem jest amerykański poeta i pisarz Henry Chinaski, jak łatwo się domyślić będący literackim odpowiednikiem samego Bukowskiego. Zgodnie z tytułem, rzecz dotyczy miłosnych historii Chinaskiego – Bukowskiego. Jest też oczywiście gorzała i hazard, ale to stałe elementy życia obu postaci, tej prawdziwej i tej fikcyjnej.
Wspomniałem, iż dla mnie powieść była bezstresową rozrywką, ale muszę od razu zaznaczyć, że ilu czytelników i czytelniczek, tyle reakcji na tę książkę. Styl prozy Bukowskiego i tym razem jest prosty, prawie ubogi. Próżno szukać tu sienkiewiczowskich klimatów. To po prostu opowieść pijaka o kobietach jego życia. A że pijak dość utalentowany i dość sławny, więc i kobiet sporo. Stosownie do środowiska, w którym obraca się Chinaski i z którego wywodzą się jego kochanki, język jest często prostacki i wulgarny, ale bez przesady. Dokładnie tyle, ile trzeba, by gładko wpasować się do opisywanych realiów. To wielki plus Chinaskiego w porównaniu do innych współczesnych powieściowych i filmowych bohaterów, którzy albo klną na potęgę, albo idą w bon ton, w obu wypadkach popadając w śmieszność.
Pióro Bukowskiego, a raczej jego maszyna do pisania, idealnie predysponowane było do realistycznych, naturalistycznych i wspomnieniowych książek udających powieści. Mam wrażenie, iż był on tego świadom od początku do końca, czemu niejednokrotnie daje wyraz w myślach i słowach Chinaskiego. Reakcje czytelników, kontrowersje wobec twórczości powieściowej Bukowskiego, w tym Kobiet, nie są więc chyba w samej rzeczy odbiciem reakcji na walory warsztatu, gdyż jego poziom odbiega od tego, co określamy mianem artyzmu, a raczej ukazują bardzo skomplikowane zależności między osobowościami czytelników i krytyków, a Chinaskim – Bukowskim. W opiniach i recenzjach znajdziemy wszystkie możliwe oceny, od najniższych do najwyższych. Ba – to co jednych odrzuca, innych wręcz przyciąga. Wszystko zależy od tego, jaka byłaby nasza reakcja na człowieka takiego jak Chinaski. Taka sama jest na lekturę Kobiet. A jaki jest Chinaski i jego kobiety?
Twórca świadom swej niejakiej mierności, ale rozumiejący, iż jednocześnie jest na tyle profesjonalny, że może ze swej twórczości wyżyć. Doceniający, iż opisywanie swego życia to lepsza praca niż fizyczna orka na pełnym etacie. Alkoholik świadom swego nałogu i leń świadom swego lenistwa. Człowiek, który chce przeżyć życie robiąc to, co lubi, czyli pijąc, uprawiając seks, nie krzywdząc nikogo, ale i nie litując się specjalnie nad nikim. Nie chce sukcesów, więc nie próbuje się wysilać. Chce zarabiać tyle, by móc się alkoholizować, łajdaczyć i lenić, i tego się trzyma. Podobnie wyglądają jego stosunki z kobietami. Zawsze stawia sprawę jasno i ten lansik zapewnia mu niezłe branie. Niezłe zwłaszcza ilościowo i jeśli chodzi o walory fizyczne niektórych kandydatek na romansik z pisarzem. Gorzej z zaletami umysłu. Ale to zgodne z realiami – im płytsza reklama, tym ma większe wzięcie w całej populacji. Jednym słowem realizm treści i naturalizm formy – aż po wyciskanie wągrów, ulubione zajęcie wielu kobiet, które jednak z niewiadomych powodów pomijane jest wstydliwie przez większość literatury traktującej o stosunkach damsko-męskich, podobnie jak problemy pojawiające się, gdy mężczyzna nie staje na wysokości zadania, albo gdy kobieta okazuje się mieć większe głębie, niż się z pozoru wydaje. Bukowski jest tutaj cennym wyjątkiem.
Jeśli więc spotkawszy takiego człowieka, który nie narzuca się nikomu ze swoim towarzystwem ani stylem bycia, bylibyście w stanie zrozumieć, iż jest to taki sam sposób na życie, jak inne i choć go nie akceptujecie, ani nie popieracie, bylibyście w stanie go tolerować, książkę odbierzecie pewnie jak ja – ani rewelacja, ani też porażka. Ot, zwykła opowieść o jakimś życiu; do poczytania. Nawet przyjemnego i budzącego pewne ciekawe refleksje poczytania, ale nic więcej. Jeśli zaś tkwią w Was jakieś kompleksy, jakaś potrzeba zwalczania żyjących inaczej, chęć zbawiania świata i bliźnich nawet wbrew ich woli lub cokolwiek innego, z czym jeszcze sami sobie nie poradziliście, pewnie zajmiecie któreś z licznych stanowisk; od zdecydowanego potępienia, przez odczuwanie zwykłej nudy, aż po fascynację i uwielbienie. Takie przynajmniej są moje odczucia i mam wrażenie, iż już teraz część z Was sama wie, czego się po tej lekturze spodziewać
Wasz Andrew
czwartek, 14 marca 2013
Waffen-SS in Combat
Waffen-SS in Combat
Tekst Robert Michulec
Edycja Tom Cockle
Plansze barwne Ronald Volstad
The Military Book Club
Po dwóch małych monografiach sprzętu pancernego, które ostatnio wam przedstawiłem, przyszedł dziś czas na książkę nietypową, lecz niezwykle interesującą. Waffen-SS in Combat poświęcona jest historii tej kontrowersyjnej, lecz niezwykle interesującej formacji. Temat atrakcyjny nie tylko dla historyków i miłośników militariów, ale chyba dla każdego. Tym bardziej, iż wydanie nie ma formy wykładu, a albumu złożonego ze świetnie dobranych fotografii. Każde zdjęcie jest szczegółowo opisane . Idąc od zdjęcia do zdjęcia śledzimy losy Waffen-SS , legendarnych legionów Hitlera, a rozpoczynamy między innymi od fotek z ataku na polską Pocztę Gdańską.
Mocną stroną opracowania jest brak zadęcia propagandowego i koncentracja na faktach. Pokazuje niedostatki uzbrojenia i innego wyposażenia przeciętnych jednostek zadające kłam propagandzie alianckiej upatrującej przyczyn przewagi niemieckiej głównie w sprzęcie. Nie jest to wyczerpująca rozprawa usiłująca dać całościowy obraz i ocenę tematu. To raczej zestaw informacji, które w połączeniu z innymi pozwalają myślącemu czytelnikowi, by sam sobie wyrobił o przedmiocie własne i indywidualne zdanie, by miał jeszcze jedno narzędzie do weryfikacji różnych wersji historii.
Jak wspomniałem, jest to niezbyt obszerny materiał (52 strony), ale usiłujący oddać ducha całej Waffen-SS. Stąd wiele zdjęć przedstawia zadziwiającą ubogość sprzętu, jak na elitarną bądź co bądź formację, choć sytuacja w niej i tak była lepsza niż w Wermachcie. Jeśli chcecie poczytać o tym, co najbardziej fascynuje miłośników broni pancernej, czyli o jednostkach wyposażonych w Tygrysy, jak choćby o legendarnym Schwere SS Panzer Abteilung 101, który do dziś rozpala wyobraźnię historią swych dokonań, musicie poszukać innej lektury. Tigery były zaledwie nielicznymi perełkami wśród morza pośledniejszego sprzętu i w tej książce znajdziemy tylko jedno zdjęcie tej legendarnej konstrukcji. To też pokazuje, jak świadomie autorzy dobrali ilustracje, powstrzymując się od tego, co na pewno zwiększyłoby liczbę czytelników, w imię oddania realiów i ducha czasu.
Można zrozumieć, dlaczego po wojnie propaganda zwycięzców robiła wszystko, by przedstawić Waffen-SS w możliwie najgorszym świetle. Coś przecież trzeba było zrobić z wizerunkiem fanatycznych żołnierzy zapatrzonych w człowieka, który o mało co nie podbił świata. Dlaczego jednak dzisiaj dalej jest wielu, którzy potępiają ich tak zaciekle? Były zbrodnie popełniane przez Waffen-SS? Były. Tego nie da się ukryć. Byli fanatykami? Byli. Na pewno nie wszyscy, ale jako całość na pewno. A czyż legiony rzymskie nie miały w swych kartach takich samych wyczynów i takiego samego fanatyzmu, przywiązania do osoby wodza? Czyż nie wyrzynali całych osad łącznie z kobietami i dziećmi? Czemu o tamtych nie mówi się zbrodniarze i ludobójcy? I czemu Rzymianom nie odmawia się prawa do rzetelnej oceny, a żołnierzom z Waffen-SS wielu nie chce przyznać nawet tego, czego liczne są dowody i przykłady, czyli wewnętrznego koleżeństwa, nawet braterstwa, heroicznej niejednokrotnie odwagi? W czasach świetności, morale ich było niezwykle wysokie. Potrafili prowadzić natarcie przy stratach własnych, przy których inne formacje, nawet w obronie, rzucały się do panicznej ucieczki, co było powodem zazdrości dowódców przeciwnej koalicji. Byli poniekąd przeciwieństwem Wermachtu, który górował nad przeciwnikami nie tyle odwagą i sprzętem, co umysłami dowódców i wyszkoleniem. Może między innymi tu leży pies pogrzebany?
Dzieje i ocena Waffen-SS są bardzo dobrym przykładem relatywizmu historii. Inaczej oceniają je Polacy, inaczej Niemcy, inaczej Anglicy. Znów mi się przypominają słowa Liz Murray: „Tyle jest historii, ilu jest ludzi”. I ta książka jest jedną z tych, które pomagają nam wypracować swoje własne widzenie spraw, bez mozolnego oddzielania propagandy od faktów. Nie zaprzecza popularnym sądom, ale pokazuje drugie oblicze przeszłości.
Zdecydowanie polecam, nie jako lekturę dającą odpowiedzi, ale jako dającą podstawy do stawiania pytań.
Wasz Andrew
Subskrybuj:
Posty (Atom)




