środa, 19 czerwca 2013

Dziwni ludzie w dziwnym kraju




Wielokrotnie przy różnych okazjach stwierdzałem, iż w Polsce nie działają mechanizmy ekonomiczne, socjologiczne i inne, które są motorem zachodnich demokracji i tamtejszej formy kapitalizmu. Motorem zawodnym, prychającym i kopcącym, ale jednak wciąż działającym. U nas ich brak; nie działają, albo działają w wypaczony sposób. Wczoraj miałem kolejny przyczynek do tych rozważań, z których wynika iż to, co w Polsce teraz rośnie, na pewno nie zaowocuje na kształt Niemiec czy USA, o Szwecji nawet nie wspominając.

Wyjeżdżając z jednego z większych polskich miast zauważyłem w jego satelickiej miejscowości karczmę, przed którą widać było różne ciekawe stare sprzęty rolnicze. Zatrzymałem się zaintrygowany, a moje zainteresowanie jeszcze wzrosło, gdy po wyjściu z samochodu i zbliżeniu się do budynków zobaczyłem dotąd niewidoczne za bujną roślinnością zwaną potocznie chwastami prawdziwe eksponaty ułożone pod zewnętrznymi ścianami; stare maszyny do szycia jedynie słusznej kiedyś marki Singer, piękne przyrządy i narzędzia o znanym i nieznanym przeznaczeniu, atrakcje godne poważnego muzeum. Wyszedł gospodarz i wdaliśmy się w miłą pogawędkę. Zaprosił mnie do środka, gdzie były znacznie ciekawsze rzeczy, ale ani jednego gościa poza mną. Dzwonek ostrzegawczy w mojej głowie już brzęczał – człowiek ani razu się nie uśmiechnął, choć miał przed sobą potencjalnego klienta, że nie wspomnę o tym, iż człowieka wyraźnie mu i jego działalności życzliwego. Dałem się jednak poprowadzić do wnętrza skuszony wyobrażeniem ciekawych starych bibelotów ozdabiających izbę karczmy. Po wejściu oniemiałem.

Tak ładnie skomponowanego, tak tchnącego atmosferą przeszłości wnętrza nawet się nie spodziewałem. Nie wiem, czy kiedykolwiek dotąd widziałem tak klimatyczną starą karczmę. Może nawet bardziej interesującą niż zamkowe komnaty czy klasztorne cele. A te antyki – prawdziwe skarby. Aż mi się oczy świeciły, gdy je podziwiałem.

Będąc pod wrażeniem zaproponowałem właścicielowi, iż wezmę z samochodu sprzęt i porobię zdjęcia, by napisać pochwalny artykuł o jego działalności. Podkreśliłem, iż nic nie musi płacić. Zaznaczam też, że choć był to środek słonecznego dnia, poza mną i obsługą w knajpie nie było żywej duszy, co świadczyło o kulawym marketingu i reklamie. Odmówił. Niezrażony rzuciłem na podpuchę, iż pewnie boi się kradzieży, a pomyślałem, że jest to oczywiście irracjonalne, gdyż jaki sens ma trzymanie w tajemnicy wnętrza, którego jedyną funkcją i warunkiem istnienia jest jak największe upublicznienie. Szef powiedział, że kradzieży się nie obawia, gdyż obiekt jest monitorowany, mają stronę internetową i rozdają na mieście foldery reklamowe. Myśląc, że może źle mnie zrozumiał, wyjaśniłem mu, iż moja oferta jest naprawdę darmowa – prowadzę prywatny niekomercyjny blog i jeśli chcę o nim napisać, to tylko dlatego, iż mi się jego karczma niezmiernie podoba, a nie dla zysku, on zaś będzie miał darmową reklamę. Znów odmówił. Nie naciskałem. Pożegnałem się grzecznie i odjechałem.

Kiedy po wejściu zobaczyłem niezwykle gustownie urządzone pomieszczenia tej karczmy miałem zamiar w przyszłości zatrzymywać się właśnie tu, na kawę czy obiad, jeśli ceny mnie zabiją, i byłem pewny, że wielu moich czytelników będąc w okolicy świadomie tu skręci. Teraz wiem, że ani ja, ani nikt z Was nogi tam nie postawi, chyba że sam przypadkiem trafi na własne ryzyko i odpowiedzialność. Strach kupować jadło i napitek u człowieka, który nie myśli racjonalnie i w dodatku się nie uśmiecha. Kto wie, jakich ingrediencji może taki zapodać do strawy ;) Nie mam odwagi sam sprawdzać ani innych narażać ;)

A tak na poważnie – takie reakcje to tylko w Polsce. Prawdziwa atrakcja dla turystów. Człowiek, który żyje z ludzi, którzy do niego trafią, a nie jest zainteresowany darmową reklamą. Nie jest zainteresowany ani z chciwości czy zrozumienia biznesu, ani ze zwykłej życzliwości ku ludziom. Tylko w Polsce.

wtorek, 18 czerwca 2013

Z Roosevelta



„Ludzie nie są więźniami przeznaczenia, lecz jedynie więźniami własnych umysłów” - mawiał prezydent Franklin Roosevelt.

Efekt Lucyfera Philip Zimbardo

poniedziałek, 17 czerwca 2013

O dehumanizacji



„...kamienie i kije mogą połamać Ci kości, ale wyzwiska nierzadko mogą Cię zabić.”

Efekt Lucyfera Philip Zimbardo

niedziela, 16 czerwca 2013

Żydzi w Polsce przed II W.Ś.

czyli ile straciliśmy?





Wielokrotnie przy okazji rozmów o "sprawie polskiej" wynikających a to z przeczytanych lektur, a to z filmów, zarówno na moim blogu, jak i na innych, powracają pytania o przyczyny tego, iż obecna Polska tak negatywnie odbija od krajów leżących na zachód od Odry, czy też od sąsiadów z południa i przez Bałtyk. Przyczyn pierwotnych takiego stanu rzeczy jest wiele. Nawet w lekturze, którą obecnie mam na tapecie, czyli Pamiętnikach Paska, odnajduję znaczące wątki do tego tematu. Pewnie nie da się tych wszystkich okoliczności ogarnąć ani jednoznacznie określić ich wagi, usystematyzować według wpływu, jaki wywarły na taki rozwój narodu, który doprowadził do Zielonej Wyspy Tuska pełnej totalnego zakłamania, pomazanych elewacji, zaśmieconych lasów i ludzi, którzy się nie uśmiechają na widok innych. Tej pracy, przynajmniej na razie, nie planuję się podjąć, ale pilnie odnotowuję wszelkie nowe myśli związane ze sprawą.


Jakiś czas temu napotkałem felietonik Krzysztofa Rogalskiego zamieszczony na jego blogu. Jest tak dobrze napisany, iż nie widzę sensu, by temat od nowa opracowywać i zamieszczać na moim blogu podobny tekst. Zamiast tego przytaczam pod oryginalnym tytułem i w całości., jako jeden z ważkich głosów o przyczynach obecnego stanu rzeczy. Warto przeczytać:


Pisząc tę notkę korzystałem z danych statystycznych zamieszczonych w broszurze Józefa Konczyńskiego „Żydzi w Polsce w ostatniem dziesięcioleciu w oświetleniu cyfr statystycznych”, wydanej w Warszawie w 1936 r. Autor obficie cytuje źródła, nie ma więc żadnego powodu wątpić w prawdziwość przytoczonych danych statystycznych. Interpretacja tych danych jest, rzecz jasna, nieco inna wg p. Konczyńskiego i wg mojej skromnej osoby.

Józef Konczyński jest dla mnie postacią nieznaną. Wiem, że jest autorem m.in.: „Stan moralny społeczeństwa polskiego”, Warszawa, 1911, „Ludność Warszawy”, Warszawa 1913. Nie mam pojęcia, czy jest spokrewniony z dość znanym literatem Tadeuszem Konczyńskim (1875 – 1944).
Ale mniejsza o pana Józefa. Chodzi o przytaczane przez niego wielkości statystyczne.
Otóż, wg spisu powszechnego z września 1921 r. (zapewne dalekiego od doskonałości a nawet i kompletności), ludność pochodzenia żydowskiego stanowiła 10,8% mieszkańców II Rzeczypospolitej, z tym że w miastach odsetek ten wynosił 32,4%.
Konczyński podaje również, iż w 1934/35 r. 86,8% drobnych sklepów w Warszawie było w rękach żydowskich, że stanowili oni (dane dot. ciągle Warszawy) 94% wytwórców przemysłu galanteryjnego i odzieżowego, 70% drobnych rzemieślników. Dalej pisze, że stanowią oni 54% aplikantów adwokackich w Warszawie i niemal 18% studentów ogółem w Polsce (tutaj Konczyński, słusznie zresztą zauważa, iż powodem takiego stanu była 20% podwyżka opłat za studia w uczelniach państwowych dokonana w 1933 r.). Że już tylko mimochodem wspomnę o tym, że w „rękach chrześcijańskich” była tylko 1/3 kin i prawie cały przemysł filmowy (jak i na całym świecie, zauważa Konczyński).
Brakuje u Konczyńskiego wielu danych, ponieważ skoncentrował się na stolicy, chociaż sytuacja w Łodzi, Lwowie czy Wilnie była pewnikiem podobna (wystarczy zajrzeć do Rocznika Statystycznego m. Łodzi z roku 1921).
No i teraz wyobraźmy sobie państwo X w którym w wyniku dziwnego kataklizmu demograficznego znika ponad 80% drobnych sklepów, 90% rzemiosła, 50% prawników, 20% studentów, no i w ogóle ponad 10% ludności. Do tego dodajmy, iż wśród zmobilizowanych w 1939 r. zołnierzy, pochodzeniem żydowskim legitymowało się ok. 18%, tj. 150 tys. żołnierzy. Żydzi stanowili również 7% oficerów policji (to już nie za Konczyńskim tylko za A. Hemplem).

Dla mnie wniosek jest jeden. Już tylko "dzięki" eliminacji fizycznej polskich Żydów, Polska jako państwo została wykastrowana kulturalnie, intelektualnie i ekonomicznie. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj. Polska zupa jest mdła, bo bez pieprzu. Gorzej, że z duża ilością g***a, co wcale nie poprawia jej smaku…

sobota, 15 czerwca 2013

O celibacie



Dwóch mnichów, młody ze starszym, rozmawiają na temat zbiorów znajdujących się w klasztornej bibliotece.
- Mistrzu, wybacz, że pytam, ale co by się stało, gdyby mnich przepisujący księgi się pomylił i jakieś zdanie przepisał błędnie?
- Nie, to niemożliwe, nikt się nie myli.
- No, ale jakby się ktoś pomylił, to co by się stało?
- Mówię ci, że nikt się nie myli. Znasz tekst Biblii na pamięć. Przyniosę ci jedną z pierwszych kopii i zobaczysz, że nic a nic nie odbiega od tej, z której i ty się uczyłeś...
Stary mnich poszedł po ów tekst i nie ma go godzinę, dwie, trzy... W końcu młody mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece, siedzącego nad dwoma tekstami Biblii - nowszym, z którego się wszyscy uczyli i starszym, najbliższym oryginałowi - i płacze...
- Mistrzu, co się stało!?
- W pierwszym tekście jest napisane: "będziesz żył w celi bracie", a w kolejnych kopiach: "będziesz żył w celibacie..."

piątek, 14 czerwca 2013

Geneza wroga


Pamiątka z Abu Ghraib do albumu rodzinnego.


„Możni z reguły nie wykonują sami najbrudniejszej roboty, podobnie jak mafia zostawia „spuszczanie łomotu” swoim sługusom. Systemy tworzą hierarchie dominacji, w których wpływy i komunikacja przebiegają z góry na dół – rzadko z dołu do góry. Jeśli elita władzy chce zniszczyć wrogą nację, wykorzystuje ekspertów od propagandy do stworzenia programów nienawiści. Czegóż takiego potrzebują obywatele jednego społeczeństwa, by tak bardzo znienawidzić obywateli drugiego, by chcieć ich odseparować, dręczyć, a nawet zabić? Potrzebna jest do tego „nienawistna wyobraźnia”, psychologiczna konstrukcja, która za pomocą propagandy zostanie zagnieżdżona głęboko w umysłach ludzi, przemieniając innych we „Wroga”.”


Efekt Lucyfera Philip Zimbardo


czwartek, 13 czerwca 2013

Debilne gadki w Radiu Zet



czyli unicestwić puchacza





Od wielu już lat słucham Radia Zet, ale ostatnio z coraz większym niesmakiem. Odpowiada mi muzyka serwowana przez tę rozgłośnię, gdyż choć niezbyt ambitna, jest lekkostrawna i nie przeszkadza w pracy, nauce, lekturze czy grach komputerowych. Oczywiście, można mieć wiele uwag krytycznych co do repertuaru, a zwłaszcza częstotliwości powtórek muzycznych i monogatunkowości, nie wspominając o braku nowości, nowych prądów czy muzyki niszowej. Nie to jest jednak powodem mojej frustracji. W końcu nie ma stacji idealnych, zwłaszcza w takiej dziurze radiowej, w jakiej mi przyszło mieszkać. To, co mnie coraz bardziej wkurza, to coraz niższy poziom konferansjerki, który obniża się od lat, a ostatnio wręcz z dnia na dzień. Zwłaszcza poranne gadki trefnisiów zwykle obsadzających tę szychtę wypisz wymaluj przypominają mi mądrości spod budki z piwem skrzyżowane z lansiku znanego z korytarzy podstawówek. Zauważyłem, iż te żałosne przykłady głupawki nabierają mocy zwłaszcza wtedy, gdy nie ma żadnego newsa, którym by można zapełnić czas antenowy i przybierają wówczas infantylną formę uczniackich prześmiewek ze wszystkich i wszystkiego, o wszelkich możliwych nagannych kontekstach, od seksizmu po rasizm. Symptomatyczne jest to, że żeńska część załogi porannej edycji próbuje tonować nieco ten amok i pokazuje się jako znacznie inteligentniejsza, że o kulturze nie wspomnę. Miałem napisać o tym już kilkakrotnie, ale jakoś mi schodziło, gdyż Radio Zet i tak nie jest tragedią na tle prostactwa widocznego w świecie naszych elit, od polityków poczynając, a na ludziach kultury kończąc. Wczoraj jednak błazny radiowe przegięły.

Motywem, który zmotywował genialnych spikerów do wprowadzenia swych mózgów na najwyższe obroty była informacja, iż na Durbaszce w Jaworkach miała powstać stacja narciarska za 66 milionów złotych, ale inwestycji sprzeciwia się Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie, która uważa, że zagrozi ona populacji puchacza (Bubo bubo). Gdyby te gwiazdy Zetki miały choć trochę poczucia odpowiedzialności, wyjaśniłyby przyczyny takiego stanowiska ekologów i jego umocowanie faktyczne oraz prawne. Zamiast tego błysnęli genialnym wręcz hasłem, stworzonym pewnie tuż przed przegrzaniem mózgownic, które od dziś na zawsze już chyba będzie dla mnie reklamą poziomu Radia Zet:

„ZLOKALIZOWAĆ I UNICESTWIĆ PUCHACZA!”

Nawet wśród najbardziej rozhukanej młodzieży nie słyszałem tak debilnej, tak nacechowanej złem odzywki. Nie wiem co jest większe; głupota czy zło powodujące jej autorami i trudno powiedzieć, która opcja jest gorsza. Do rozliczenia autorów tej audycji i jej prowadzących oczywiście nie dojdzie, gdyż w tym kraju można dostać wyrok za nazwanie kretyna debilem, ale nie za nawoływanie do przestępstwa w środkach masowego zadżumiania (puchacz Bubo bubo jest w Polsce objęty ścisłą ochroną gatunkową). Gdyby jednak do jakiejś dyskusji doszło, pewnie mądrale ci, bez żadnego poczucia winy, uważaliby to tylko za kawał. Dokładnie tak jak sprawcy okrucieństw w Abu Ghraib. To się zawsze tak zaczyna.

Jest zasadnicza różnica między radiem ogólnokrajowym, a wypowiedzią w kilkuosobowym gronie. W tym drugim przypadku autor wypowiedzi zna odbiorców i może ocenić, czy są oni w stanie daną wypowiedź zrozumieć i odebrać ją jako dowcip, denny i głupi, ale jednak dowcip, czy też jest groźba, że wezmą to na poważnie. W dodatku, gdyby się omylili, mają zwrotny kanał informacyjny; widzą reakcję i mogą przeciwdziałać. Wypowiadający się na antenie w ogóle nie zna swoich słuchaczy, ich poziomu i mentalności oraz nie ma żadnych możliwości przeciwdziałania w razie opacznego zrozumienia jego słów, dlatego powinien unikać wszelkich sformułowań, które mogą zostać przez zainteresowanych wykorzystane do uzasadniania czynów złych, niegodnych. Tutaj zaś na pewno jest bardzo duża grupa ludzi, którzy nie widzą dalej niż czubek własnego nosa i dla wizji kilku groszy nie tylko wycięliby w pień wszystkie zwierzęta i rośliny, ale nawet i ludzi. Mamy już trucie rodaków mięsem zdechłych i chorych zwierząt, odpadami i innymi polskimi wynalazkami, mamy wyrzucanie części ciała ludzkiego gdzie popadnie a nawet mielenie ich i traktowanie jako nawozu, by biznes z utylizacji odpadów szpitalnych był bardziej zyskowny. Mamy zatruwanie coraz to nowych miejsc, niszczenie coraz większych obszarów. Tyle wiemy. A jak wygląda to, czego nie wiemy? Czego nie wiemy na razie? I w takim kraju, gdzie, niczym w jakimś patologicznym zakładzie karnym, trwa publiczna licytacja na chamstwo, zakłamanie, bezczelność i głupotę, nie dość, że konferansjerzy co dzień robią z siebie małpę, jak mawiał mistrz Młynarski, to jeszcze rzucają takie hasła.

HAŃBA!







Opis zdjęć kolejno od góry:
1. Puchacz w pozie obronnej by Krzych.w (K.P.Wiśniewski) Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana, 2.5 zlokalizowana, 2.0 zlokalizowana oraz 1.0 zlokalizowana.
2.  Mały puchacz (siedem tygodni?) by Steve Jurvetson from Menlo Park, USA Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0.
3. Puchacz zimą by Kamil Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.
4.Puchacz w Combe Martin Wildlife and Dinosaur Park, North Devon, England by Arpingstone. Released to the public domain by Adrian Pingstone.
5. Puchacz w ZOO w San Francisco by Brocken Inaglory Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.

środa, 12 czerwca 2013

Koszty strachu



„W miarę jak interesy tych różnorodnych przedstawicieli władzy nakładają się, zaczynają oni definiować naszą rzeczywistość za pomocą metod rodem z Roku 1984 George'a Orwella. Ten wojskowo-korporacyjno-religijny kompleks staje się ostatecznym megasystemem kontrolującym znaczną część zasobów oraz jakość życia wielu współczesnych Amerykanów.

Dopiero przekuta na chroniczny strach
władza staje się doskonała

Eric Hoffer Żarliwość umysłu”

Efekt Lucyfera Philip Zimbardo