poniedziałek, 15 kwietnia 2013

niedziela, 14 kwietnia 2013

Cytat na niedzielę



"Gdyby zwierzę zabiło z premedytacją, byłby to ludzki odruch."

Stanisław Jerzy Lec

Czy ktoś wie, z  jakiej publikacji  ta sentencja pochodzi?

sobota, 13 kwietnia 2013

Na co 1% podatku?



Nadchodzi ostateczny termin rozliczenia rocznego. Jeśli dotąd nie zdecydowaliście na co przeznaczyć swój 1% podatku, to Was rozumiem. Ostatnio mam coraz większe wątpliwości, co do celowości wspierania fundacji mających wyręczać państwo w jego zadaniach, i do wielu innych też. Może takie wyjście będzie rozwiązaniem - bezpośrednie wsparcie dla placówki zajmującej się konkretną ochroną i ratowaniem zagrożonych gatunków: Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Stuart In Action i nieoczekiwane znalezisko


 

Steve Zaloga 

STUART 

U.S. Light Tanks in Action 

squadron/signal publications 
ARMOR NO. 18

Dziś przedstawiam kolejną broszurę z serii ARMOR wydawnictwa squadron/signal, jak się można domyślić z tytułu, poświęconą głównie czołgom lekkim Stuart, ale nie tylko, gdyż w podtytule mamy informację, iż będziemy się mogli zapoznać nie wyłącznie z jedną konstrukcją i jej linią rozwojową, ale i ogólniej; z lekkimi czołgami amerykańskimi II Wojny Światowej.

Zawsze zadziwia mnie ten cykl wydawniczy; ile informacji i zdjęć można zmieścić na 50 stronach; jak przemyślany wybór pomiędzy tym, co zostawić, a tym, co odrzucić, może skutkować sukcesem i sporą ilością wiedzy, którą udało się zawrzeć w tak skromnej objętościowo publikacji.

Dzięki książeczce poznamy przedwojennych protoplastów czołgów lekkich Stuart, rozwój tej ostatniej konstrukcji pod wpływem rosnących wymagań pól bitewnych II Wojny, aż po krótką historię następcy Stuartów, czyli lekkiego czołgu M24 Chaffee, który jednakowoż był całkiem nową konstrukcją nie będącą pod względem zastosowanych rozwiązań kontynuacją M3/M5 Stuart.

W mojej ocenie publikacja jest bardzo udana. Zdjęcia dobrane z dużym wyczuciem i znawstwem, a zasób wiedzy, o czym już wspomniałem, niesamowity, biorąc pod uwagę objętość wydania. Oczywiście nie jest to pozycja godna polecenia miłośnikom romansów, ale dla zainteresowanych bronią pancerną, II Wojną, czy w ogóle zainteresowanych techniką lub historią, jest ta pozycja wydawnicza warta poznania.

Wielu „historyków” uważa, że takie informacje nie są im potrzebne. Wystarczą im relacje i liczby. Ja się z tym nie zgadzam. Wiedza o datach i nazwiskach to nie jest historia. W gromadzeniu jej, wyszukiwaniu i podawaniu na życzenie, i tak nigdy człowiek nie prześcignie komputera. Nie mylmy narzędzia z działalnością. To nie pług orze pole, ale rolnik przy pomocy pługa. To nie znajomość faktów czyni historyka, ale jest ona jego narzędziem. Nie jedynym, jeśli historyk ma być cokolwiek wart.

Prawdziwa historia jako nauka, to dla mnie poszukiwanie odpowiedzi na pytania, które wciąż się pojawiają przy ustalaniu przyczyn i skutków zdarzeń, które zaistniały. Nowe odpowiedzi rodzą nowe pytania i tak w kółko. Może nie aż tak, jak w matematyce czy fizyce, ale podobnie. A odpowiedzi czasami przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach, z najmniej spodziewanych miejsc.

Polacy byli najlepszymi pilotami na świecie. Prawie każdy słyszał ten durny slogan. Durny już z samej swej konstrukcji. Od razu można zapytać - kiedy? Od razu można zapytać - w jakiej kategorii? Wiadomo, że takie oceny łechcą dumę wszystkich nieudaczników, którzy własnej wartości nie czując, muszą się pod coś podczepić i nie jest ważne, czy to Legia, Małysz, czy polscy lotnicy. Co to ma wszystko wspólnego z amerykańskim czołgiem lekkim? Spójrzcie na zdjęcie poniżej pochodzące z omawianej publikacji. Czy ci amerykańscy piloci, których maszyny widzimy ponad formacją czołgów, nie byli aby co najmniej równie szaleni i dobrzy w swym fachu co nasi? Nieoczekiwane odpowiedzi w nieoczekiwanych okolicznościach.

 (kliknij aby powiększyć)


Czołg lekki nie jest specjalnie popularnym tematem. Większość pancerniaków podnieca się czołgami ciężkimi, tą potęgą ognia, silników i pancerza. Wielu myśli, iż ta gałąź genealogiczna broni pancernej, której przedstawicielem był Stuart, obumarła całkowicie, gdyż na dzisiejszych teatrach działań wojennych królują MBT (Main Battle Tank), które w prostej linii wywodzą się od Tygrysa, jak Abrams, Leopard, Leclerc czy Challenger. Tak jednak nie jest. Historia znów mrugnęła oczkiem. Spójrzcie na niemiecki lekki pojazd gąsienicowy Wiesel poniżej. Niczego Wam nie przypomina?

(Niemiecki pojazd pancerny Wiesel zdjęcie: Nick-D Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0)


No – dość tych dygresji. By jakoś w miarę zgrabnie zakończyć, podkreślę, iż pomimo pozornie niezbyt porywającego tematu i niewielkiej objętości, lektura tego zeszytu i zapoznanie się z zawartymi w nim zdjęciami to rzecz ciekawa. Polecam wszystkim, którzy choć trochę interesując się tematyką


Wasz Andrew



(kliknij aby powiększyć)







środa, 10 kwietnia 2013

Si vis pacem para bellum






Nowa wersja starej maksymy (na miarę naszych czasów):

"Zawsze bądź przygotowany do wojny (…) ale wydaj tylko tyle, by wygrać ją od razu."


Christopher Whitcomb Czarne

wtorek, 9 kwietnia 2013

Po co pisać?






"… nie szczędzimy trudu, by pisać książki, które i tak nie zmienią świata, niezależnie od tego, ile włożono w nie talentu i wysiłku, najbardziej szalonych idei."


Michael Cunningham Godziny

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Czarne






Christopher Whitcomb

Czarne

(oryg. Black)

Wydawnictwo Wołoszański 2006

Jakoś tak przypadkiem, podczas wizyty w bibliotece, przykolegowała się do mnie powieść Czarne Christophera Whitcomba. Już po kilku, może kilkunastu stronach zacząłem odczuwać coraz silniejsze wrażenie, iż albo ją czytałem, albo oglądałem film na jej podstawie nakręcony. Spojrzałem na notkę wydawcy, dalej niczego nie byłem pewny. Nie chciało mi się dociekać, więc przeczytałem powieść do końca i prawie do ostatniej chwili nie mogłem sobie przypomnieć jej epilogu. Po skończeniu lektury byłem już pewny, iż książkę musiałem przeczytać dawno temu, jeszcze przed tym, jak wpadłem na pomysł, by o każdej pisać recenzję. Zajrzałem do listy sprzed lat, którą przez pewien czas kiedyś prowadziłem i w której zapisywałem; co czytałem i jaką ocenę wystawiłem w tradycyjnej skali od 2 do 5. Wszystko mi się przypomniało.

Christopher Whitcomb, amerykański pisarz, spędził ponad 15 lat w FBI, gdzie brał udział w sprawach takich jak Waco Siege, LA Riots, i Ruby Ridge, które odbiły się głośnym echem nie tylko w USA. Zadebiutował książką Zimy strzał (Cold Zero: Inside the Hostage Rescue Team), w której wykorzystał swe wspomnienia ze służby w HRT. Lektura spodobała mi się na tyle, iż przeczytałem również jego następne produkcje Czarne (Black) i Białe (White). Z żadnej z nich nic już dziś nie pamiętam, co w pewnym sensie też jest jakąś oceną, choć przy wszystkich kiedyś, na gorąco, napisałem bdb. Dodam jeszcze, iż przypomniałem sobie, że debiut, może dlatego, że oparty na faktach, wypadł zdecydowane lepiej niż powieściowy tandem B&W.

Cóż dodać o samej powieści Czarne? Nie sugerujcie się absolutnie notkami, które znajdziecie na jej okładce lub na stronach dystrybutorów. Z niektórych nawet domniemywam, iż ich autorzy w ogóle nie czytali tej książki. Jest to pozornie wielowątkowa historia, której główne postacie to snajper HRT, kandydatka na fotel prezydencki USA, pewien ekscentryczny megabogacz i tajemnicza piękna kobieta. Pozornie, gdyż potem wszystko się ze sobą łączy. Od początku czujemy, iż mamy w ręku jak najbardziej klasyczną sensację, ale na czym polega intryga i jak się rozwinie nie będę Wam zdradzał. Byłoby to nie fair wobec przyszłych czytelników. Pióro Whitcomba nie jest złe, ale żadnego wkładu w rozwój literatury na pewno nie wniesie. Daleko mu pod tym względem nawet do takich klasyków gatunku, jak Ludlum z jego Bourne’m czy Morrell z jego bractwami, choć i oni raczej do literatury prawdziwie pięknej zaliczani nie są. Mocną stroną powieści jest to wszystko, co wiąże się z wątkiem snajpera i FBI HRT. Widać od razu, że facet wie o czym pisze. Niestety, pozostałe elementy nie są już tak przekonujące, podobnie jak całość fabuły. Bardzo ważki, realny i warty popularyzacji jest motyw wiodący na którym opiera się intryga, czyli spostrzeżenie, iż obecnie coraz więcej prywatnych dysponentów kapitału ma środki większe niż wszystkie państwa świata razem wzięte za wyjątkiem kilku największych. Jakie to rodzi reperkusje, gdy państwo stanie do walki z wielką firmą, nietrudno sobie wyobrazić i aż dziw, że politycy nadal bezkarnie szermują hasłami narodowymi i państwowymi, a ludzie w to wszystko wierzą. Niestety, niezbyt przekonująca intryga i naciągany epilog odbierają tej prawdziwej przecież tezie wiarygodność. Jakby tego było mało, aspekt namacalności realiów militarnych, który tygrysy lubią najbardziej, i który mógłby przyćmić inne niedostatki, jest osłabiany przez ewidentne błędy. Dotyczy to zresztą nie tylko warstwy sprzętowo-zbrojeniowej. Czy są te potknięcia winą tłumacza, czy autora, nie ma znaczenia, ale jak się czyta o karabinie UZI, o rzucaniu sobie wiecznych piór, o wyważaniu drzwi za pomocą granatów, to się można załamać. Kto choć trochę wie o obroni, ten komentując "karabin UZI" najpewniej użyje słów powszechnie uznawanych za wulgarne i obelżywe. Kto choć raz rzucił koledze wieczne pióro, ten wie, czym się taki eksperyment kończy i dlaczego lepiej robić to z długopisem. Kto miał do czynienia z granatem, lub choćby oglądał jakiś film dokumentalny na ten temat, ten nie będzie próbował go używać do wyważania drzwi. Szkoda, gdyż błędy te, wprost trywialne, niepotrzebnie ujmują wiele z punktów, które by książce można przyznać. Czytelnik mający dużą wiedzę o broni doceni miejsca, gdzie błędów nie ma, ale jak ma autorowi wierzyć ktoś, kto obycia w temacie nie ma, a i tak wyłapie błędy nawet dla niego zauważalne?

Pomimo tych wszystkich wad, można po tę książkę sięgnąć. Nie namawiam, by jej specjalnie szukać, ale pewnie jest w większości bibliotek, więc jeśli ją spotkacie, możecie spróbować. Nie ma żadnego ryzyka. Czy się Wam spodoba, czy nie, i tak ją pewnie doczytacie do końca, gdyż wciąga, zwłaszcza na początku, a potem pewnie i tak zapomnicie

Wasz Andrew

niedziela, 7 kwietnia 2013

Prawdziwy ból






"…wspomnienie bólu, obawa przed nim; zarówno pamięć o nim, jak i strach są tak żywe, że prawie niemożliwe do odróżnienia od prawdziwego bólu…"


Michael Cunningham Godziny 

Jeszcze nigdy nie spotkałem  w literaturze tak celnego sformułowania odczuć z prawdziwego bólu. Nie mogłem się powstrzymać przed zapisaniem...