niedziela, 4 sierpnia 2013

Przed Zimbardo w Etiopii


„W całej historii to bezczynność tych, którzy mogli działać,
obojętność tych, którzy powinni wiedzieć lepiej,
milczenie głosu sprawiedliwości wtedy, gdy miał on największe znaczenie,
były tym, co pozwalało złu zatriumfować.”

Haile Selassie, były cesarz Etiopii

przytoczone w książce Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera

sobota, 3 sierpnia 2013

Polacy nie gęsi



Międzynarodowa wycieczka podziwia wodospad Niagara:
- My God, it is wonderful!
- God, das ist wunderbar!
- Господин, это прекрасное! 
- Kur**, ja pier***!

piątek, 2 sierpnia 2013

Jak Zimbardo



 


„Musimy nauczyć się, że akceptować biernie niesprawiedliwy system, to współdziałać z tym systemem, a więc stać się współtwórcą zła.”

Martin Luther King Jr

przytoczone w książce Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera




czwartek, 1 sierpnia 2013

Znowu powstanie



I znów, jak co roku zresztą, mamy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Politycy i dziennikarze już od wczoraj grzeją się w blasku chwały dawnych bohaterów. Aż strach pomyśleć, co będzie za rok, gdy wypadnie okrągła rocznica. Tydzień Powstania? Świetny sposób, jeden z wielu, by odwrócić uwagę od teraźniejszości i przyszłości.

O Powstaniu po sto razy napisano i powiedziano już chyba wszystko, a o to, czego nie wiadomo, nikt nie chce pytać. I tak co roku. O odwadze i poświęceniu powstańców nie ma co dyskutować. Sprawa jest oczywista. Może dlatego spółka dziennikarsko–polityczna tak chętnie ją co roku mieli od nowa? Nic mniej, ani nic więcej się już nie da powiedzieć, więc odgrzewanie wciąż od nowa niczym nie grozi, a efektu można być pewnym. O szczegóły podjęcia decyzji o wybuchu Powstania raczej się nie pyta. Jeśli już, to się te decyzje racjonalizuje. O tym zaś, co robili decydenci, którzy o tym zrywie zdecydowali, nikt nie chce mówić. U nas w ogóle nie rozważa się tego, czy było warto, podobnie jak nie stawia się pytań, czy warto było zabijać jakiegoś hitlerowca, który wcale nie był niezastąpiony, skazując jednocześnie na śmierć setkę zakładników. To odwrotnie niż choćby u Czechów. Oni nie są przekonani o tym, że życie protektora Czech i Moraw z ramienia III Rzeszy, SS-Obergruppenführera Reinharda Heydricha, zabitego w zamachu 27 maja 1941 (właściwie zmarł kilka dni później w następstwie odniesionych ran) naprawdę warte było życia 115 zakładników i zagłady wsi Ležáky oraz Lidice.

Rok temu opublikowałem na moim blogu tekst Powstanie okiem heretyka, w którym zawarłem pytania, jakie mnie dręczą w związku z Powstaniem Warszawskim. Ponieważ nic się w tej materii nie zmieniło, opowiem tylko krótko dzieje tego felietoniku, o których dotąd nie wspominałem.

Moje rozważania o Powstaniu spisałem z zamiarem opublikowania w jednej z dobrze notowanych za merytoryczny poziom gazet ogólnopolskich. Wysłałem je do redaktora naczelnego, jak miałem w planie, i czekałem. Czekałem miesiąc… Czekałem dwa… Zrozumiawszy, iż nie doczekam się publikacji, napisałem prośbę o wyjaśnienie moich błędów i wypaczeń. Odpowiedź mnie zdumiała.

Pan redaktor, którego godność litościwie zataję, podobnie jak nazwę pisma, wyjaśnił mi bardzo uprzejmie, iż tekst przekazał do oceny kolegom bardziej zorientowanym w temacie. Podał nazwiska, więc do ich profesjonalizmu nie mam zastrzeżeń. Podał też jak głosowali i dlaczego. I to, a nie fakt odrzucenia tekstu, mnie powaliło.

Połowa uważała, że nie należy publikować, choć koncepcja prowokacji jest bardzo prawdopodobna i im też takie rzeczy chodziły po głowie, ale nie wolno dolewać oliwy do ognia rusofobii, a poza tym sam tekst nieciekawie napisany.

Druga połowa uważała, że nie należy publikować, gdyż teza jest niedorzeczna, choć tekst napisany ciekawie.

Sprzeczne przesłanki, w dodatku sprzeczne w jakiś dziwnie symetryczny sposób, a wniosek ten sam. I to tyle na temat dążenia etatowych historyków i dziennikarzy do prawdy ;)
Tych co nie czytali, zapraszam do lektury Powstania okiem heretyka.

Chwała żołnierzom Powstania Warszawskiego!
Ale decydentom… Niech każdy sam oceni.



środa, 31 lipca 2013

Wieki przed Zimbardo


„Jedynym koniecznym warunkiem triumfu zła jest to, żeby dobrzy ludzie nie robili nic.”
brytyjski mąż stanu Edmund Burke

przytoczone w książce Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera

wtorek, 30 lipca 2013

Jeszcze o SEW (SPE)





„Przełomowe badanie stanfordzkie dostarcza ostrzegawczej opowieści dotyczącej wszystkich wojskowych działań wobec zatrzymanych... Psychologowie starali się zrozumieć, jak i dlaczego jednostki i grupy, które zwykle postępują po ludzku, mogą czasami, w pewnych okolicznościach, postępować inaczej.”

Raport Niezależnej Komisji Schlesingera

przytoczone w książce Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera


poniedziałek, 29 lipca 2013

Mistrz sprzedaży



Dziś kawał, który po raz pierwszy usłyszałem dawno, dawno temu na jednym ze szkoleń sprzedaży bezpośredniej i choć, jak się później okazało, rzeczywistość w tej materii bywa jeszcze bardziej zaskakująca, wciąż go pamiętam:

Wielki hipermarket. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu sklepu szef wzywa nowego sprzedawce do biura i pyta:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio sześćdziesiąt, siedemdziesiąt transakcji w ciągu dnia! A właściwie, to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Ile? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No na początku sprzedałem mały haczyk na ryby.
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
-Mały haczyk na początek. Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i powiedziałem, że ma za małe, aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby.

niedziela, 28 lipca 2013

Niemieckie pociągi pancerne




Deutsche Eisenbahngeschütze

Horst Scheibert

Seria wydawnicza Waffen Arsenal

numer broszury 016
Wydawnictwo PODZUN-VERLAG 1975

Ostatnio przedstawiłem Wam niezmiernie interesującą publikację z cyklu Armor Photogallery traktującą o niemieckim dziale kolejowym Leopold. Wcześniej były też przykłady z takich serii wydawniczych jak IN ACTION, The Military Book Club i Танк на поле боя. Mieliśmy więc literaturę dokumentalną rosyjsko- i anglojęzyczną, najbardziej strawną w naszym kraju. Dziś przykład, że i w niemieckiej jest co poczytać i pooglądać, gdyż podobnie jak we wspomnianych, i w dzisiaj omawianej lekturze obraz jest chyba nawet ważniejszy niż słowo. Poznajmy serię Waffen Arsenal wydawnictwa PODZUN-VERLAG.




Numer 16 cyklu, jak sam tytuł mówi, jest poświęcony niemieckim działom kolejowym II Wojny Światowej. Publikacja o objętości 51 jeden stron, podobnie jak we wspomnianych, konkurencyjnych wydawnictwach, wypełniona jest świetnie dobranym zdjęciowym materiałem dokumentalnym i oszczędnym, ale konkretnym i interesującym tekstem. Całość wzbogacają rysunki poglądowe omawianych konstrukcji, sposobu ich ustawiania na stanowiskach ogniowych, czy przykładowego składu w jakim się poruszały. Choć osobiście preferuję opracowania monograficzne, jako z przyczyn oczywistych bardziej wyczerpujące i mniej ogólnikowe, jednak trzeba przyznać, że Deutsche Eisenbahngeschütze prezentuje się interesująco pomimo dość szerokiej tematyki; obejmuje bowiem niemiecką artylerię kolejową kalibrów 15, 17, 20.3, 21, 24, 28, 30.5, 32, 34, 37 i 80cm. Już z tego wymienienia różnorodności kalibrów, a co za tym idzie konstrukcji, można się domyślić, iż niektóre typy dział zostały omówione naprawdę skrótowo i zobrazowane tylko jednym, a inne kilkoma zdjęciami. Z tego powodu publikacja nie jest marzeniem modelarza, choć może być cenna jako źródło uzupełniające, jako że fotki nie są zbyt „ograne” co jest wadą większości polskich wydawnictw. Dla zainteresowanych historią techniki zbrojeniowej i II Wojny Światowej jest to ciekawa pozycja oddająca ducha uzbrojenia tego typu. Do myślenia o sensie tych konstrukcji dają w szczególności informacje o składach osobowych jednostek przewidzianych do obsługi tego sprzętu. Oczywiście przeszkodą może być aspekt językowy – niewielu Polaków zna język swego zachodniego sąsiada. Właściwie to niewielu Polaków zna jakikolwiek język; nawet z ojczystym nie jest najlepiej. Z drugiej strony, w dobie internetu i komputerów, chcący zawsze jakoś sobie z tłumaczeniem poradzi.




Z dostępnością na rynku wtórnym, bo chyba tylko to wchodzi w rachubę, nie jest najlepiej, ale zdaje się, że jak już coś się pojawi, to ceny są przystępne, właśnie ze względu na język.
Gdybyście napotkali, warto poczytać. Do kupowania nie zachęcam, jeśli temat specjalnie Was nie rajcuje. No chyba, że cena wybitnie atrakcyjna będzie


Wasz Andrew