poniedziałek, 19 listopada 2012

Rzeki Hadesu


Rzeki Hadesu

Marek Krajewski


Popularność, dodajmy od razu, iż całkiem zasłużoną, przyniósł Markowi Krajewskiemu cykl klasycznych kryminałów o śledztwach prowadzonych przez przedwojennego wrocławskiego detektywa Eberharda Mocka. Później autor stworzył drugą postać pierwszoplanową – lwowskiego policjanta Edwarda Popielskiego, dla którego rozpoczął nową serię powieściową. W Rzekach Hadesu pisarz postanowił doprowadzić do bezpośredniego spotkania tych dwóch mężczyzn o silnych osobowościach. Co c tego wyszło?

W przedwojennym Lwowie dochodzi do porwania i zgwałcenia nastoletniej dziewczynki. Sprawą zajmuje się oczywiście Popielski. Niestety, sprawca nie zostaje ujęty, choć jego tożsamość udaje się odkryć. Potem przychodzi wojna i w powojennym Wrocławiu, gdzie trafiło wielu byłych Lwowiaków, znów splatają się losy pedofila, który dotąd unikał kary, i Edwarda Popielskiego, który już z policją nie ma niczego wspólnego poza tym, że musi jej unikać jak ognia. Tam pojawia się również Mock, który pomaga Popielskiemu, dzięki czemu oba cykle powieściowe zostają połączone. Jak się to wszystko skończy oczywiście nie zdradzę; odebrałoby to książce wiele.

Rzeki Hadesu, jak wszystkie powieści Krajewskiego, są stylistycznie na najwyższym poziomie. Pod tym względem w polskim kryminale współczesnym jest nasz pisarz klasą samą w sobie. Również dbałość o szczegóły historyczne jest stałym wyznacznikiem jego twórczości. Niestety na szczegółach się kończy i w moim odczuciu autor jest jednak tylko perfekcyjnym rzemieślnikiem. Pomimo dbałości o detale, obraz Lwowa, ale nie ten wizualny, a ów dotyczący rzeczy niepomiernie ważniejszych, czyli przedwojennych realiów społecznych, jest dla mnie nieprzekonujący. Wirtuoz nawet zmyślając wszystko, od początku do końca, potrafi ukazać prawdę, ukazać jak było; jak myśleli ludzie, jak czuli, jakie były mechanizmy społeczne i ukryte sprężyny działania władzy. Zmyślając jest bardziej prawdziwy niż ci, którzy opierając się na realiach nie potrafią odtworzyć niczego, co poza konkrety wykracza. Szkoda, że Krajewskiemu w obecnym podejściu tej zaklętej granicy nie udało się przekroczyć, co nie zmienia faktu, iż w tym kanonie w polskiej literaturze w chwili obecnej jest bezkonkurencyjny. Zaznaczam jednak, że tylko w Polsce i tylko w granicach wąsko pojmowanego kryminału. Gdyby rozpatrywać również sensację i powieść szpiegowską, liderem bym go już nie określił.

Rzeki Hadesu często są określane jako obrzydliwe, makabryczne, odrażające. Ja niczego z tych rzeczy w nich nie zobaczyłem. Owszem – jest to kryminał, ale nie mroczny, jak choćby prześwietne powieści Kena Bruena, tylko brudny. I dobrze; to powiew autentyczności. Kto robi w brudach, ten choćby nie wiem jak chciał, czystym nie pozostanie. Jeśli ktoś chce czytać o zbrodni, niech nie oczekuje przyjemnej rozrywki. Jeśli powiemy, że Rzeki Hadesu są odrażające, to jak nazwiemy choćby American Psycho? Nie szafujmy mocnymi określeniami, by nam ich nie zabrakło wtedy, gdy będą potrzebne. Inna sprawa, że brudów, tych w myślach i ustach postaci powieści Krajewskiego, jest najczęściej zbyt mało. Nawet ludzie ewidentnie prości i z marginesu wyrażają się zbyt cenzuralnie, a myślą wręcz jak literaci.

Jak wspomniałem, w kwestii tła i klimatu społecznego, mechanizmów międzyludzkich i zachowań różnych osób w zmiennych warunkach, Rzeki Hadesu wypadają słabo. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę specyfikę gatunku, czyli powieść nieporównanie bliższą kryminałowi w stylu Conan Doyle’a niż choćby współczesnemu kryminałowi skandynawskiemu, to wówczas należy tę powieść ocenić całkiem odmiennie. Nikt przecież nie zarzuca westernowi infantylności scen pojedynków przed saloonem, więc i klasycznemu kryminałowi nie sposób wytykać zbyt mocno pewnej charakterystycznej płytkości. Rzeki Hadesu to kawał dobrego pisarskiego rzemiosła i po uwzględnieniu ograniczeń kanonu jest to rzecz w gruncie rzeczy do polecenia, ale raczej tylko i wyłącznie miłośnikom takiej właśnie odmiany gatunku, niż dobrej literatury w sensie bardziej ogólnym, tym bardziej, iż nawet wcześniejsze powieści autora, jak choćby Festung Breslau, wypadają bardziej przekonująco niż ta właśnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo w Rzekach Hadesu zagrań pod publiczkę, jak choćby przejaskrawiona polskość Lwowa czy zalatujący serialem Czas Honoru obraz powojennej rzeczywistości zogniskowany na niedobitkach AK i zaprzedanej ZSRR polskiej służbie bezpieczeństwa. Może to tylko takie moje odczucia, niemniej jednak mam wrażenie, iż uwzględniając wszelkie aspekty, nie jest to książka, którą z czystym sumieniem mógłbym polecić komukolwiek poza zagorzałymi miłośnikami kryminałów. Niestety, gdyż tego pisarza stać na więcej, czego już dawał dowody


Wasz Andrew

piątek, 16 listopada 2012

czwartek, 15 listopada 2012

dawne dobre czasy



(…) starożytni Grecy mieli bóstwa pijaństwa i radości, Bachusa i Dionizosa. My za to mamy Freuda, kompleks niższości i psychoanalizę.
 

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny

środa, 14 listopada 2012

wiara i tolerancja




Wiara łatwo się zmienia w fanatyzm. Dlatego religie kosztowały zawsze tyle krwi. (…) Tolerancja (…) jest córką wątpliwości.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny

wtorek, 13 listopada 2012

Aborcja






Z powodu kilku bezsensownych przepisów tyle młodych istnień skazanych jest na zabiegi fuszerów zamiast pomocy lekarza. A czyż się przez to rodzi więcej dzieci? Kto nie chce mieć dziecka, zawsze da sobie radę, z prawem czy wbrew prawu. Jedyna różnica w tym, że każdego roku rujnuje się zdrowie tysięcy matek.

Erich Maria Remarque Łuk triumfalny - powieść wydana po raz pierwszy w 1945, a cytat niestety nie traci na aktualności...

sobota, 3 listopada 2012

Malowany ptak



Wśród książek zalegających półki bibliotek tylko znikomy odsetek raz przeczytany na zawsze zapada w pamięć czytelnika i nie daje się stamtąd usunąć mimo upływu lat, nawet jeśli bardzo się o to staramy. Jedną z tych nielicznych jest Malowany ptak, który Jerzemu Kosińskiemu* przyniósł sławę. Kto raz przeczytał, nigdy nie zapomni i z tego powodu warto się dobrze zastanowić, zanim po nią sięgniemy, zwłaszcza jeśli jesteśmy obdarzeni ponadprzeciętną wyobraźnią lub wrażliwością. Główną postacią powieści jest chłopiec, jak się można domyślać pochodzenia żydowskiego, który w latach okupacji próbuje przetrwać wśród obcego sobie społeczeństwa i w dramatycznych okolicznościach jest świadkiem drastycznych scen okrucieństwa i naturalistycznych obrazów najbardziej bulwersujących sposobów zaspokajania popędu płciowego splecionych w nierozerwalną całość z przemocą, a ukazane to w sposób ewidentnie bliski pornografii, w czym zresztą wielu upatruje przyczynę sukcesu książki. Wszystko jest w tej powieści kontrowersyjne, od wspomnianej maniery poczynając, a na wątpliwościach co do autorstwa kończąc. Kluczowym motywem są dzikie ptaki łapane przez jedną z postaci drugoplanowych, która je przemalowuje, by potem pozwolić im wrócić do stada, które je jako obcego zabija. Główny bohater czuje się w społeczeństwie właśnie jak malowany ptak – zarazem swój i obcy. Aż dziw, że nikt z tysięcy recenzentów dotąd nie zauważył, iż w tytułowym motywie jest kardynalny błąd. Ptaki się tak nie zachowują. Rozróżnienia swój - obcy dokonują na podstawie zamkniętego katalogu kilku kluczowych cech, wśród których kolor osobnika nie jest decydujący. Ta tytułowa wpadka jest dla mnie przyczynkiem, by przychylić się ku opinii, iż Kosiński wyprzedził swój czas i jako pierwszy wyprodukował bestseller będący, mimo opinii wielu uznanych i utytułowanych znawców literatury, zwykłym kiczem obliczonym na maksymalny sukces komercyjny. Fakt, że kiczem niezwykle sprawnie napisanym i w swej klasie wręcz niedoścignionym.

Przy Malowanym ptaku, podobnie jak przy American Psycho, powraca do mnie odwieczne pytanie, zawsze obecne przy tego typu lekturach i filmach. Dlaczego pokazywanie zgodnego i obopólnie satysfakcjonującego współżycia płciowego pięknych młodych osób jest uważane za coś gorszącego i nawet w wersji tak bardzo soft, jak Pamiętnik czerwonego pantofelka, czy filmiki Playboya, jest traktowane restrykcyjnie, natomiast gwałty, zwłaszcza te najbrutalniejsze i zakończone zabójstwem, nie są tak piętnowane i często pretendują do miana odkrywczej wielkiej sztuki. To jednak tylko taka dygresja zasługująca na obszerniejsze, dogłębne rozważania.

Książka Kosińskiego, jak już wcześniej wspomniałem, napisana jest perfekcyjnie, a jej lektura da Wam niezapomniane przeżycia, ale jeszcze raz przestrzegam – zastanówcie się, czy tego chcecie. I oby się nie okazało, że będziecie żałować, gdyż uważaliście się za mniej wrażliwych, niż jesteście w istocie


Wasz Andrew


* Jerzy Nikodem Kosiński, urodzony jako Józef Lewinkopf

piątek, 2 listopada 2012

czwartek, 1 listopada 2012

Na zachodzie bez zmian



Erich Maria Remarque

Na zachodzie bez zmian

oryg. Im Westen nichts Neues

przełożył Stefan Napieralski
Czytelnik Warszawa 1966

Książki wybitne poznać po tym, iż się nie starzeją. Wydana po raz pierwszy w 1929 roku powieść niemieckiego pisarza Ericha Marii Remarque'a Na zachodzie bez zmian nie straciła niczego ze swej świeżości. Dzisiaj, tak jak niemal wiek temu, wciąga czytelnika i przenosi w czasy I Wojny Światowej. Przypomina okrucieństwa i bezsens wojny tak strasznej, iż tym, którzy ją przeżyli, wydawało się, iż ludzkość po tej lekcji nigdy nie rozpocznie czegoś podobnego. Wkrótce jednak świat zafundował sobie powtórkę z rozrywki, która przyćmiła pamięć Wielkiej Wojny. Tym bardziej więc powinniśmy wracać do powieści Remarque'a i przypominać ją kolejnym pokoleniom, bowiem jej antywojenna wymowa jest jeszcze wyraźniejsza niż podobne obrazy z późniejszych konfliktów, które jako bardziej przesycone ideologiami mogą sprawiać wrażenie uzasadnionych. Na zachodzie bez zmian to nie tylko wspaniały przykład warsztatu pisarskiego, ale i niezwykle rzadko spotykany autentyzm. Nie autentyzm dat, liczb i analiz, ale realizm odczuć zwykłego człowieka wrzuconego do wojennej maszynki do mielenia ludzkiego mięsa. Remarque ukazuje nam bowiem piekło okopów i lazaretów nie z pozycji zawodowego żołnierza, dla którego wojna to szansa na awans tym szybszy, im więcej jego kolegów zginie lub zostanie kalekami. Oglądamy wszystko oczami zwykłego cywila, który trafił nie tam gdzie trzeba i patrzy, jak wszyscy, których zna, umierają. Autor szczególnie podkreśla cenę, jaką płaci pokolenie, które jeszcze nie dorosło, nie zapuściło korzeni w społeczeństwie. Stracone pokolenie. Wszyscy ci, którzy przed wojną nie założyli jeszcze rodzin, nie zdobyli dyplomów, nie do końca przestali być dziećmi. Oni po wojnie nie będą mieli do czego wracać, gdyż według dokonań i możliwości będą dorastającą młodzieżą, a według doświadczeń starcami. To jedno z najbardziej poruszających wezwań antywojennych, wręcz uderzające, napisane jest przy tym w sposób, który sprawia, iż od lektury wprost nie można się oderwać.

Jak łatwo się domyślić; polecam absolutnie i gorąco


Wasz Andrew