wtorek, 15 stycznia 2013

Asymetryczny debiut






 

Asymetria

Rosyjska ruletka

Piotr Gibowski

ASPE TONUS 2012

Nim rozpocząłem lekturę Asymetrii miałem już świadomość, iż Piotr Gibowski najprawdopodobniej wziął na swe barki zadanie przekraczające możliwości debiutanta, nawet najbardziej utalentowanego. Napisanie powieści, a zapowiedziana jest cała trylogia!, opartej na alternatywnej historii okresu poprzedzającego bezpośrednio (w sensie przyczynowym) wybuch II Wojny Światowej jest przedsięwzięciem niesłychanie ambitnym. Już sama historia tego okresu jest tak skomplikowana, tak trudna w wyważeniu sądów i ogarnięciu wszystkich krzyżujących się oraz przenikających wzajemnie wątków, iż ten okres prawdziwie może ilustrować jeden z aspektów mojego ulubionego cytatu: „– Ile jest historii? - Tyle ilu jest ludzi.”* Inaczej widzą to Anglicy, inaczej Polacy, inaczej Rosjanie. Inaczej ja, inaczej każdy z Was, Drodzy Czytelnicy. Między jednymi rozbieżności są wielkie, między innymi minimalne, ale zawsze się jakieś znajdą. Trudno pisać o międzywojniu naprawdę dobrze, a co dopiero mówić o napisaniu jego alternatywnego przebiegu. Wyłożyć się można już na samym materiale wyjściowym, o co dopiero na tym, co by było gdyby… Z drugiej jednak strony zawsze hołdowałem zasadzie, iż większą frajdę ma ten, kto próbuje sięgnąć gwiazd, niż ten, kto schyla się po szeląg leżący w błocie… Pod warunkiem, że się temu pierwszemu uda. Postanowiłem więc sprawdzić co spłodził Piotr Gibowski i co warta jest pierwsza jego powieść o podtytule Rosyjska ruletka.

Kanwą fabuły jest przeniesienie się w czasie niewielkiej grupy polskich uczniów i żołnierzy z roku 2011 do 1927 (nie wiem czemu w notce na okładce książki i w wielu recenzjach widnieje data o rok późniejsza). Autor, „z wykształcenia psycholog, z zamiłowania historyk”** nie wdaje się w rozważania na temat przyczyn i możliwości podróży w czasie ani związanych z tym paradoksów. I dobrze, gdyż koncentrujemy się na formule „co by było gdyby”, która jest przypadłością wielu, zwłaszcza młodzieży i historyków, a która jest tym mniej rozsądna, im większą rozpiętość czasową rozpatrujemy i im poważniej to traktujemy***. No chyba że wchodzimy w kanon science fiction, gdzie naszą science jest historia, polityka, ekonomia i inne nauki. Wtedy wszystko gra i z tym przekonaniem otworzyłem książkę, by rozpocząć lekturę.

Od pierwszych stron widać, iż warsztat literacki debiutanta znacznie ustępuje takim wyżeraczom pióra, jak choćby Marek Krajewski. O walorach języka, jakim napisana jest powieść nie będę się więc rozwodził, gdyż w tej dziedzinie żadnym objawieniem Piotr Gibowski nie jest. Jednocześnie jednak trzeba od razu wyraźnie zaznaczyć, iż powieść jest napisana sprawnie; bez wpadek warsztatowych utrudniających percepcję i na całkiem przyzwoitym poziomie. Wprawnie wplecione są w powieść liczne i dobrze dobrane cytaty, a uroku dodają też ukryte w tekście zwroty odwołujące się między innymi do filmów, które stały się już trwałymi elementami naszej kultury. Niestety w książce napotkamy trochę błędów, nawet ortograficznych, głównie pod koniec lektury. Mniemam, że osoba odpowiedzialna za ich usunięcie była już zmęczona, ale z drugiej strony rzecz biorąc dziwne, gdyż niektóre z nich są tego typu, iż powinien je wyłapać nawet komputerowy edytor tekstu. Jest to raczej zarzut pod adresem odpowiedzialnych za przygotowania do druku, niż autora, choć marzy mi się powrót do czasów, gdy człowiek czytający dużo nie robił błędów, ponieważ stale uczył się przez patrzenie. Teraz mamy komputery, programy, tylko rzetelności i dokładności coraz mniej oraz dyslektyków najwięcej na świecie. Na szczęście nie jest tych potknięć tyle, by wpływały na lekturę, a ta naprawdę wciąga. Wspominam o nich tylko dlatego, że jestem na takie rzeczy uczulony, a także z tego powodu, iż jak pokazał inny niedawno przeze mnie oceniany debiutant****, można je praktycznie wyeliminować nawet w naszych czasach. Odbiór ułatwia bardzo mądry zabieg, a mianowicie utworzenie podrozdziału opatrzonego miejscem i datą przy każdym przeniesieniu akcji w przestrzeni lub czasie. To znakomicie ułatwia orientację i zapobiega pogubieniu się czytelnika nawet w momencie chwilowej dekoncentracji. Prosty trick, a jakże pożyteczny, podobnie jak przypisy dolne zamiast końcowych. Godne pochwały jest także zamieszczenie bibliografii na końcu książki. Ja powieść po prostu połknąłem.

Opowiadanie dotyczące alternatywnej wersji historii jest napisać relatywnie łatwo; wystarczy dobry pomysł i mocne zakończenie. Wielowątkowa, wielopłaszczyznowa powieść w tym kanonie to prawdziwe pole minowe, zwłaszcza jeśli autor pokusił się o umiejscowienie akcji w dziejach w miarę nowych, o których wiedza historyczna jest bogata, a oceny zróżnicowane, i jeśli, jak Piotr Gibowski, próbuje oddać współzależności między polityką, gospodarką, nauką, mechanizmami socjologicznymi i wszystkimi tymi dziedzinami, które wpływają na kształt naszej teraźniejszości i przyszłości, które kiedyś, dla kogoś, będą przeszłością. Za odwagę pochwała i wielkie uznanie.

Nie sposób nie wspomnieć o jednej rzeczy, która rzuca się w oczy niemal od pierwszych stron powieści; o bardzo rzetelnym przygotowaniu merytorycznym. Nawet osoby obeznane w historii znajdą w powieści ciekawostki i szczególiki, które mogą je zainteresować albo rozbawić. Nie jest to jednak książka o historii, która była, i przestrzegałbym przed traktowaniem jej w ten sposób. Niektórzy sami bez żadnych wątpliwości dojdą, gdzie mamy do czynienia z faktami, ale większość z Was lepiej niech wszystko poza najbardziej znanymi konkretami przyjmuje jako fikcję, no chyba że każdą rzecz chcecie sprawdzać w źródłach. Prawda jest bardzo umiejętnie spleciona z alternatywną wersją dziejów i wielu może mieć problemy z wyłapaniem granicy między nimi, co jest dla mnie wielką zaletą, ale może być pułapką dla większości czytelników, którzy nie daj Boże będą na fałszu opierać swoje przemyślenia.

Niestety, dla mnie, choć rozumiem, że nie dla każdego, wielką wadą powieści jest jej asymetria. Z jednej strony rzetelne przygotowanie autora w zakresie faktów i związków przyczynowo-skutkowych, z drugiej zacietrzewienie w nienawiści do bolszewizmu prowadzące aż do zaślepienia, które z kolei, pomimo ewidentnie przebogatej wiedzy historycznej, prowadzi miejscami do błędów, a nawet sprzeczności. Z jednej strony świetnie ujęta moc ofensywna wywiadu sowieckiego, a z drugiej absolutne niedocenienie ich kontrwywiadu, który przecież był chyba najszczelniejszym w dziejach. Sposób ukazania sowieckich obozów również mnie nie przekonuje, gdyż jest bardziej przesycony nienawiścią niż wspomnienia wielu ludzi, którzy je przebyli. Podobnie naigrywanie się z głupoty Stalina jest aż niesmaczne. Stalin naśmiewający się z dzieł sztuki od razu skojarzył mi się z papieżem, który latał po Watykanie i tłukł antycznym posągom po genitaliach, a zarazem był nieomylny w sprawach wiary. Jak mówił klasyk***** głupi to ten, który głupio czyni. Stalin ograł wszystkich. I swoich, którzy też chcieli być cezarami, i obcych, w tym Polskę. Poniżając go poniżamy wszystkich tych, którzy z nim przegrali. Przykłady można mnożyć, ale Bajka o Smoku Wawelskim w wydaniu alternatywnej rzeczywistości to już kuriozum. Indoktrynacja od najmłodszych lat, nauka nienawiści od kołyski. Sorry - ja się pod takimi ideami nie podpisuję, niezależnie od tego, kto mam być tej nienawiści celem. Co innego kochać swoje wartości, a co innego nienawidzić obcych. Z pierwszym można być światłym i tolerancyjnym, a jednocześnie bezkompromisowym w obronie swej wolności, z drugim zaś, jeśli tylko zajdą odpowiednie okoliczności, zostaje się kanalią i zbrodniarzem. A skazywanie na śmierć ludzi za czyny, które dopiero mają popełnić, w dodatku w innej wersji historii, to już naprawdę moralne dziwo.

No i jeszcze jedna sprawa, skoro już jesteśmy przy asymetrii. W przyrodzie i historii dysproporcja nie gwarantuje sukcesu temu, kto ma więcej, kto teoretycznie ma przewagę. Popatrzmy na wojujący Islam i USA. Teoretycznie USA powinny wygrać, mając przewagę technologiczną, finansową, militarną i polityczną, zwłaszcza wobec rozdrobnienia i podziałów wśród państw arabskich, które nie potrafią poradzić sobie nawet z Izraelem (druga asymetria). A jednak to islam wygrywa, gdyż umiejętnie wykorzystując właściwości asymetrii nie staje do walnej rozprawy z USA, którą by przegrał, ale uderza tam, gdzie Zachód odpowiedzieć nie może. Oto mamy ostoję demokracji, gdzie z każdym rokiem pod parciem islamskiego terroryzmu coraz bardziej ogranicza się prawa obywatelskie, gdzie można ludzi torturować, bez wyroku pozbawiać wolności, a nawet pozbawiać życia własnych obywateli w imię wyższego dobra. Gwiazda wolności, gdzie mamy totalną inwigilację przebijającą Orwella. A po drugiej stronie islam, który nie zmienił się ani trochę. Jak dążył do zawładnięcia światem, tak dąży, jak wzywał do mordowania niewiernych, tak wzywa. I morduje. Nie ustąpił ani o krok. Chrześcijanie co rok publikują rosnącą systematycznie liczbę zabitych za wiarę wyznawców Jezusa, ale jednocześnie, w imię poprawności politycznej, twierdzą, iż muzułmanie to ich bracia w wierze. Ciekawe co przyszło Ablowi z tego, że Kain jego bratem był? To właśnie uroki asymetrii. To jakby uciekło autorowi, mimo iż asymetria jest tytułem powieści i motorem rozwoju fabuły. Widać to nawet w sprawach tak znanych jak łamanie szyfrów. Każdy historyk i wojskowy wie, a przynajmniej powinien, iż strona znająca szyfry przeciwnika z tej wiedzy korzystać musi niezmiernie ostrożnie, godząc się nawet na straty, których mogłaby uniknąć, gdyby ze swej wiedzy skorzystała. Wystarczy bowiem cień podejrzenia, nie trzeba nawet pewności, by druga strony szyfry zmieniła. Do dziś historycy mówią więc często, iż "być może ci lub tamci wiedzieli, prawdopodobnie rozszyfrowali, wiele skazuje na to, że umieli łamać". To wszystko gdzieś uciekło.

No – trochę ponarzekałem, trochę pochwaliłem, a teraz czas na podsumowanie. Choć większość krytyków, a nawet sam autor, zastrzega się, iż to nie jest powieść dla każdego, ja myślę, iż każdy może po nią sięgnąć. Nie namawiam, by od razu wszyscy lecieli i ją kupowali. Ja sam raczej bym w nią nie zainwestował. W bibliotekach jest jednak możliwość, by czytelnicy zarekomendowali książkę do zakupu i są na to fundusze. Tę formę bym proponował, gdyż niewątpliwie jest to rzecz warta poznania, chyba pierwsza poważniejsza tego typu próba w polskiej literaturze, a i w światowej niełatwo znaleźć coś podobnego. Tym bardziej, iż jest to debiut, należy docenić odwagę autora, wielki wkład pracy i oryginalne potraktowanie tematu. Mam nadzieję, że następne powieści zapowiadanej trylogii, po usunięciu niedociągnięć, mogą się okazać naprawdę dobre. Trudno być jednak prorokiem i dlatego musimy po prostu poczekać, a ja już czekam z niecierpliwością


Wasz Andrew

** z notki na okładce książki
*** Co by było, gdyby kule chybiły Kennedy’ego? Żyłby w następnym momencie. Takie stwierdzenie ma jeszcze sens. Ale gdybanie, co byłoby dziesięć lat później jest po prostu fantastyką. Ma sens o ile mamy świadomość, iż mówimy tylko i wyłącznie o prawdopodobieństwach, a nigdy o pewności, że jakiś skutek by wystąpił.
**** Mariusz Zielke Wyrok. Inna sprawa, że choć to debiut powieściowy, jednak autor jest już bardzo otrzaskany w sprawie publikowania swoich tekstów w prasie i jest debiutantem tylko w kategorii powieść, jako dziennikarz znany i uznany.
***** Rain Man (1988)

Zapraszam również do lektury listu, który otrzymałem od pisarza za tę recenzję

25 komentarzy:

  1. Miłośnikom alternatywnej historię polecam serię powieści "Ring of fire" - przeniesienie współczesnego amerykańskiego miasteczka na teren Europy z trudnymi do wyobrażenia konsekwencjami zarówno technicznymii politycznymi (np. radio, samolot, demokracja, równouprawnienie w XVII w.)
    http://en.wikipedia.org/wiki/1632_series

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciągająca recenzja. Lektura "Asymetrii" przede mną. Trochę mnie zaciekawiłeś, a trochę odstraszyłeś. Ale wiedziałem na co się decyduję, czytałem wcześniej fragmenty. Zakres zagadnień jest tak wielki, że trudno spodziewać się szczegółowego ich przedstawienia i jednocześnie pięknego, literackiego, niemal poetyckiego języka. Marek Krajewski zanim zaczął pisać zajmował się zawodowo starożytnością, językami klasycznymi, literaturą. Mylę jednak, mam nadzieję, że nie będzie tak źle:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie napisałem, że jest źle :)

      Usuń
  3. Intrygująco i dogłębnie zrecenzowałeś książkę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było łatwo ;) To jedna z książek, w których zalety tak się mieszają z wadami, iż trudno dokładnie wyważyć proporcje między nimi i ubrać to w słowa.

      Usuń
  4. Autor dokonał dokładnej analizy, a Ty dokładniej recenzji :)
    Osobiście jestem po "Asymetrii: i bardzo mi się podobało. Jednak myślę, że ta pozycja nie jest dla każdego, aczkolwiek na pewno warta sięgnięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja na pewno nie jest dokładna - musiałaby być dużo dłuższa ;)

      Usuń
  5. Dzięki za dokładną analizę. Teraz nie żałuję, że nie przeczytałem jej wcześniej. Również nie popieram bolszewizmu, ani nawet socjalizmu, czy choćby lewicowych poglądów, ale zaślepienie w nienawiści mnie drażni bez względu na temat jakiego dotyka. W mojej recenzji za ten aspekt książce dostałoby się pewnie o wiele bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tak mało jest u nas ludzi podobnie myślących. Daleko nam niestety do społeczeństwa otwartego. Wciąż mamy ciągotki do Jednego Boga, Jednej Polski, Jednego Narodu i zapominamy, że po niemiecku i po rosyjsku brzmiało to bardzo podobnie ;)

      Usuń
  6. Nie ma wątpliwości - jeżeli jakiemuś autorowi zależy na wnikliwej, profesjonalnej recenzji i nie boi się krytyki, powienien książki śmiało słać do Ciebie. Aż mnie dziś refleksja naszła, czemu Ty w ogóle zaglądasz na mojego bloga. Przecież w porównaniu z tym, co sam tu uprawiasz to wypociny na poziomie przedszkolaka...

    A jesli chodzi o książkę to sama już nie wiem... Szkoła zrobiła ze mnie historycznego idiotę i mam wrażenie, że tej ułomności już raczej nie nadrobię. Uraz został i toleruję co najwyżej książki z historią w tle. W tym przypadku nie jestem pewna czy ta ułomność pozwoliłaby mi dostrzec zalety i wady, więc czy w ogóle powinnam zaryzykować czytanie... Jakby na to nie spojrzeć w mojej niemieckiej bibliotece raczej się nie pojawi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty zwracasz uwagę na co innego, a ja na co innego. O to chyba chodzi, by pisać to, co się czuje i jak się ocenia według własnych kryteriów. Nie bądź taka samokrytyczna :) Prawie zawsze po skończeniu i opublikowaniu tekstu mam wrażenie, iż mogłem napisać go lepiej ;)

      Usuń
    2. Wiesz, z reguły aż tak samokretyczna nie jestem ale dziś jakoś po tej recenzji mam ochotę się schować ;-) Ale masz rację, wspaniale jest poznawać różne punkty widzenia :-)

      Usuń
  7. "Niestety, to tu, to tam, można usłyszeć dywagacje o +historycznej korzyści+, jaką przyniosła dyktatura stalinowska. Stalin jest przedstawiany jako +wybawca ojczyzny+, jego upiększony wizerunek regularnie próbuje się umieszczać na plakatach w przeddzień Dnia Zwycięstwa" - zwraca uwagę Nikita Pietrow i dodaje, że odrodzeniu mitu o "mądrym, drogim i ukochanym" Stalinie, który był "tyranem i mordercą, psychopatą i sadystą" może zapobiec tylko ścisła i poparta licznymi dokumentami wiedza historyczna.

    Psy Stalina Nikity Pietrowa to książka, która nie gra na emocjach czytelnika. Pietrow nie buduje dramatycznego nastroju, nie stara się zaskakiwać. Jest w walce o pamięć swojego narodu żołnierzem pierwszej linii, a więc przede wszystkim archiwistą poszukującym faktów i dokumentów. Wnioski wyciąga z dochowaniem wszelkich rygorów naukowej ostrożności. A więc bez domysłów i fantazji, bez „gdybania”.

    "Wartość dokumentacyjną pracy Nikity Pietrowa trudno przecenić. Ujawnia on mechanizmy funkcjonowania państwowego systemu zbrodni, represji i zastraszania społeczeństwa" - pisze Rotfeld, podkreślając, że terror był istotą władzy Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewików (WKPb), którą kierował Józef Stalin. "Zbrodnie faszyzmu hitlerowskiego osądził – po klęsce Trzeciej Rzeszy – Międzynarodowy Wojskowy Trybunał w Norymberdze. Zbrodnie CzK, NKWD i KGB nie doczekały się takiego osądu. Teczki z klauzulą Chranit’ wieczno (Zachować na zawsze) są nadal ukrywane w archiwach tych instytucji" - dodał b. szef MSZ.

    Nikita Pietrow to wybitny badacz historii najnowszej; jest autorem ponad 100 prac poświęconych historii terroru i masowych represji w sowieckiej Rosji. Pełni też funkcję wiceszefa Rady Naukowo-Informacyjnego i Edukacyjnego Centrum "Memoriału" - organizacji pozarządowej broniącej praw człowieka i dokumentującej stalinowskie zbrodnie. "Psy Stalina" ukazały się drukiem w Rosji w 2011 r. pt. "Oprawcy. Oni wykonywali rozkazy Stalina".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się zgadza. Stalin kanalią był. Podobnie jednak jak wielu dyktatorów, cesarzy i innych władców. Nie można jednak na Stalina patrzeć tylko przez pryzmat jego czynów, podobnie jak choćby na papieży (święte wojny i inne). Należy, o czym się u nas zapomina, wejść w ideologię bolszewizmu, w tezy Lenina, z których jasno wynika, iż ten system musiał być zbrodniczy. Inna sprawa, czy bardziej zbrodniczy niż znane z historii przykłady dyktatur niekomunistycznych, i nie mówię tu bynajmniej o nazizmie. A największą krotochwilą historii jest to, że komunistom władzę dali arystokraci i kapitaliści, bo to oni umożliwili, o ile nie nakazali, Leninowi drogę do Rosji. Wcześniejsze prace Lenina i teoretyków komunizmu widziały początek rewolucji w państwach uprzemysłowionych (Niemcy i sąsiednie), a nie w Rosji. Swoją drogą dzięki za przypomnienie o pracy Pietrowa. Może załóż swój własny blog, gdyż wciąż mało ludzi polecających poważniejsze książki.

      Usuń
  8. ja też pisząc o tej książce wahałem się pomiędzy plusami i minusami, ale co ciekawe ja nie dostrzegałem aż tak bardzo tej nienawiści autora o jakiej piszesz. Faktycznie wkłada ją w usta i myśli swoich bohaterów, ale powiedz sam czy znajomość późniejszej historii nie mogła sprawiać iż byli oni pełni determinacji by tego groźniejszego wroga widzieć właśnie na wschodzie? Przecież to powieść a nie publicystyka - nigdzie nie wzywa do pogromów, tylko pokazuje Rosję jako kraj uciemiężony przez okrutny system gnębiący własnych obywateli. Bohaterowie działają na różne strony, szukają alternatyw np. chcą postawić na wewnętrzną rozgrywkę we władzach komunistycznych (Trockiego). To zabawa, więc tak bardzo bym się akurat tego aspektu nie czepiał. A fragment o pobycie w łagrach Twoim zdaniem przesadzony? Boję się, że mogło być jeszcze gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literaturę można oceniać pod wieloma kątami. Dla mnie dość ważny jest aspekt jej oddziaływania na społeczeństwo. Wielu historyków uważa, że Potop Sienkiewicza znacząco pogłębił przepaść pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Mam wrażenie, że Asymetria nie przyczyni się od większej tolerancji ani otwartości naszego społeczeństwa, że o stereotypach dotyczących naszego wielkiego sąsiada nie wspomnę. Łagier łagrowi nie zawsze był równy. Polecam choćby "Życie niewłaściwie urozmaicone", a co do samych układów w łagrach, to podziały wcale nie były takie proste, jak to w Asymetrii przedstawiono. To cały skomplikowany świat, mroczny ale fascynujący, ze zwalczającymi się frakcjami, warstwami o określonej pozycji. Niektóre posiadały własne kodeksy i rytuały. Choćby wor w zakonie (вор в законе) to sam w sobie temat intrygujący pod wieloma aspektami.

      Usuń
    2. ale stwierdzenie, że autor przesadził, bo czytałeś jakieś fragmenty relacji które nie były tak drastyczne nie jest chyba zbyt trafnym stwierdzeniem. Może on ma źródła, które właśnie są takie - a to powieść, a nie statystyka więc nie musi dodawać, że gdzie indziej może było łagodniej

      Usuń
    3. Nie napisałem, że autor przesadził bo...(jw)

      Napisałem: Sposób ukazania sowieckich obozów również mnie nie przekonuje, gdyż jest bardziej przesycony nienawiścią niż wspomnienia wielu ludzi, którzy je przebyli.

      Usuń
  9. aha - zgoda co do jednego - przedstawianie Stalina jako degenerata chorego psychicznie wybitnie niepotrzebne i płaskie.

    OdpowiedzUsuń

  10. Nie bardzo rozumiem Pana recenzję, rozpoczyna się stwierdzeniem "ja powieść po prostu połknąłem", a potem kończy uwagą "ja sam raczej bym w nią nie zainwestował". Początek (dużo pochwał i drobne uwagi krytyczne) i koniec są - jak dla mnie sprzeczne - więc jak Panie Andrew połknął Pan książkę debiutancką Piotra Gibowskiego czy nie :-)


    Lucyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połknąłem również wiele innych książek. Jedne dużo gorsze, inne dużo lepsze. Styl pozwalający, lub nie, na szybką lekturę nie przekłada się wartość, lub nie, książki.

      Po drodze ominął/ęła Pan/i fragment o bibliotece. Zwykłem kupować tylko książki, do których zamierzam systematycznie powracać.

      Usuń
  11. Nie zgodzę się z Panem, styl jak najbardziej przekłada się na wartość książki :-)Dla mnie to podstawowy wyznacznik jej wartości literackiej :-)

    A określenie "połknąć książkę" wydaje się mieć pozytywny wydźwięk, chyba, że jest przenośnią lub skrótem myślowym.

    Rozumiem więc, że poleca Pan lekturę tej książki.







    OdpowiedzUsuń
  12. A propos błędów: "dla mnie osobiście", jest jednym z nich.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Widzę, że ostatnimi czasy naprawdę sporo polskich pisarzy zaczyna eksplorować kopalnie ze złożami historii alternatywnych. "Asymetria" wydaje się całkiem, całkiem, ale wolałbym najpierw przeczytać choćby "Quietus" Inglota czy "Gambit Wielopolskiego" Adama Przechrzty.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)