sobota, 19 maja 2007

SZKODLIWA ODMIANA WEGETARIANIZMU


"Świeże psie mięso w cenie - 2 zł za kilogram"

     Nie można dzielić zwierząt na te do kochania i te do jedzenia - apelowali członkowie stowarzyszenia Empatia i organizacji Viva, którzy zainaugurowali Tydzień Wegetarianizmu. Podczas happeningu młodzi ekolodzy w centrum Warszawy oferowali "świeże psie mięso w promocyjnej cenie - 2 zł za kilogram".
      - Dzisiejsza akcja jest po to, żeby ludzie zastanowili się nad tym, dlaczego jedne zwierzęta kochają, a inne zjadają. Jedyne co może to tłumaczyć, to przyzwyczajenie, ale to za mało, by usprawiedliwić rzeź zwierząt - powiedział Cezary Szymanek z Vivy. Dodał, że happening zorganizowano także, by walczyć z mitami na temat wegetarianizmu.
      Happening spotkał się z dużym zainteresowaniem przechodniów. Ludzie zatrzymywali się, by lepiej przyjrzeć się zawartości stoiska, a hasła typu: "mięso z boksera, świeżo zarżnięty jamnik" przyciągały ich uwagę i zachęcały do zapoznania się ze szczegółami "oferty".
     Tydzień Wegetarianizmu potrwa w Warszawie do niedzieli, 20 maja. W ramach akcji zaplanowano m.in. koncerty, wykłady, piknik oraz pokazy gotowania wegetariańskich potraw. W sobotę, 19 maja zainaugurowana zostanie działalność Klubu Wegetariańskich Krwiodawców - oddając krew, wegetarianie będą mieli okazję pokazać, że wbrew stereotypowi ich dieta nie powoduje problemów zdrowotnych.
     - Chcemy wykorzystać naszą popularność, by promować wegetarianizm - uzasadniały swój udział w akcji Natalia i Paulina Przybysz z zespołu Sistars. Przekonywały, ze warto nie jeść mięsa, żeby dłużej żyć, być zdrowszym i spokojniejszym.
     Źródło: wiadomości.onet.pl za PAP, PU 14 maja 2007-05-14

    To dobrze, że autor nie podpisał tego artykułu, bo chluby mu on nie przynosi. Nazwanie ekologami wegetariańskich oszołomów jest trochę niekompetentne. Ekolog, jak sama nazwa mówi, to uczony (a co najmniej naukowiec), który zajmuje się ekologią, czyli nauką badającą wzajemne oddziaływanie organizmów żywych i otaczającego je środowiska. Twórcy opisanego happeningu, przynajmniej sądząc z ich działań, nie mają wiele wspólnego z nauką, ani z troską o poprawę relacji człowiek-przyroda. W dzisiejszych czasach, w przytłaczającej większości przypadków, masowe wymieranie gatunków nie jest spowodowane tym, że ludzie je zjadają, tylko degradacją środowiska.
    Każdy ma prawo zajmować się pierdołami, ale nieładnie przywłaszczać sobie miano, na które się nie zasłużyło. Ci „ekolodzy” od garnków i kuchni sprawiają, że potem ludzie patrzą na prawdziwych ekologów jak na osobliwości z pogranicza wariatkowa i ekscentryzmu, czym wyrządzają poważnej sprawie, jaką jest ochrona środowiska, niepowetowaną szkodę.
    Inna sprawa, to infantylny delikatnie mówiąc poziom umysłowy organizatorów Tygodnia Wegetariańskiego. „Nie można dzielić zwierząt na te do kochania i te do jedzenia...”. Stosując tą logikę nasuwa się pytanie - A rośliny to można? Gdyby tylko o takie śmiesznostki chodziło, to pół biedy. Gorzej, że w swoim zaślepieniu działacze wegetariańscy pokazują swoje zadufanie, nietolerancję i brak wiedzy o świecie. Pokazują jako coś nagannego możliwość zjedzenia psa. W kulturze chińskiej, a jest to najliczniejsza narodowość na świecie, zjedzenie psa nie jest niczym nagannym. W Indiach, a za kilkanaście lat będzie to najludniejszy kraj na świecie, jedzenie różnych „niejadalnych” dla nas zwierząt też jest dobrze widziane. Jak można uważać się za pępek świata i wmawiać innym, że ich zwyczaje kulinarne są naganne? Gdyby ci wegetarianie mieli trochę kultury, to by zauważyli, że co innego promować swoją ulubioną kuchnię, swoje zwyczaje kulinarne, czy w ogóle swój światopogląd, poprzez ich popularyzację i podkreślanie ich zalet, a co innego atakować i piętnować publicznie jako naganne czyjeś zwyczaje czy przekonania i w ten sposób wywyższać swoje.
    Badania naukowe jak na razie nie dały jednoznacznej odpowiedzi, jaka dieta jest optymalna dla homo sapiens. Myślę, że w ogóle takiej nie ma. Na pewno inne wymagania dietetyczne ma człowiek w tropikach, a inne na Syberii, na pewno inaczej musi się odżywiać pracownik umysłowy, a inaczej drwal w puszczy. Tak czy inaczej, twierdzenia promowane w trakcie opisanej imprezy nie mają niczego wspólnego z tolerancją, nauką, uczciwością ani nawet ze zwykłym dobrym smakiem. Są za to przykładem coraz bardziej znanej w świecie „polskiej tolerancji”.
    Piękno jest w różnorodności. W tym, że każdy człowiek jest inny, że w co innego może wierzyć i co innego jeść. Nawoływanie do jakiejkolwiek urawniłowki, zwłaszcza poprzez atakowanie innych, zamiast przez promowanie swoich wartości, kojarzy mi się bardziej z komuną albo religijnym zaślepieniem, niż z demokracją i poszanowaniem odmienności. Powinniśmy się tego wystrzegać, bo przecież wolność to właśnie wielość możliwości i możliwość wyboru pomiędzy nimi. Gdzie jest tylko jedna opcja tam umiera wolność. Szkoda, że nie pamiętają o tym nasi rodacy, którzy deklarują umiłowanie wolności i demokracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)