piątek, 22 lutego 2013

Niezwykłe okręty



Niezwykłe okręty


Jan Piwowoński

Ilustracje: Adam Werka
Instytut Wydawniczy "Nasza Księgarnia" 1986

Kilka dni temu polecałem Wam zapoznaną już nieco książkę Archiwum Neptuna i mam nadzieję, że zachęciłem do jej przeczytania. Samym sobie, albo dzieciakom, albo jedno i drugie. Wspomniana publikacja jest typowym, a zarazem znakomitym reprezentantem gatunku, który nazwałbym lamusem ciekawostek. Nomen omen nazwę tę wziąłem od pewnej książki o takim właśnie tytule, ale o tym następnym razem. Dziś inna pozycja należąca do wspomnianego kanonu, choć zdecydowanie bardziej monotematyczna, niż Archiwum Neptuna, że o samym Lamusie ciekawostek nie wspomnę. Czas na Niezwykłe okręty pióra znanego pisarza, historyka i prawdziwego fascynata marynistyki oraz kolei żelaznych czyli Jana Piwowońskiego.

Jak już wyżej napomknąłem, książka ma dość wąsko zarysowaną tematykę. Jest nią historia konstrukcji pływających, ale potraktowana nie jako wykład o drzewie genealogicznym dzisiejszych statków i okrętów, lecz jako zbiór niezwiązanych ze sobą opowiadań o najbardziej zakręconych pomysłach konstruktorów pojazdów mających poruszać się po morzach i oceanach. Zbiór pozornie oderwanych od siebie ciekawostek, ale w rzeczywistości ukazujący drugą stronę lustra. Historia rozwoju znanych, współczesnych nam konstrukcji zwykle koncentruje się na ich pochodzeniu i ogranicza do udanych przodków. Zazwyczaj zupełnie się pomija ślepe zaułki ewolucji, obumarłe gałęzie drzewa genealogicznego morskich pojazdów. Całkowicie nielogicznie, gdyż dzisiaj stosowane technologie często wywodzą się z pomysłów i natchnień, które w pierwszym podejściu nie wystarczyły na nic więcej, niż spłodzenie mniej lub bardziej dziwacznych potworków.

Książka napisana jest niezwykle przystępnie, nawet dziecko nie będzie miało kłopotów z percepcją, a całość ozdobiona jest świetnymi grafikami Adama Werki, którego nazwisko znane jest chyba każdemu miłośnikowi marynistyki. Dorosłym, niezależnie od zainteresowań, lektura zapewni sporo ciekawych informacji i dobrą rozrywkę, a maluchom pokaże jak odjechane i nieraz dziecinne pomysły miewają poważni dorośli ludzie zajmujący się konstruowaniem naprawdę poważnych i drogich konstrukcji. Co szczególnie ważne, książka ta może zaszczepić w młodych czytelnikach i czytelniczkach bakcyla zainteresowania techniką i nauką, czego raczej nie można oczekiwać po treściach oferowanych przez telewizję czy propozycje dzisiejszych wydawnictw. Skąd mają się brać przyszli inżynierowie, skoro nie ma jak wytypować tych, którzy są potencjalnie zainteresowani stosowanymi naukami ścisłymi? Mam wrażenie, iż trzeba się przeciwstawiać trendowi zmierzającemu do wychowania naszej młodzieży na stado bezwolnych owiec, które jest marzeniem marketingowców i polityków. Trzeba reklamować książki, które wspierają budzenie samoświadomości, rozległych zainteresowań, dociekania i głodu wiedzy dla niej samej, ciekawości świata. By przeciwstawić się tworzeniu młodzieży dla której jedynymi marzeniami o karierze są muzyka, sport, telewizja albo gangsterka.

Przy okazji nachodzi mnie refleksja o parytetach i równouprawnieniu. Jak ma zaistnieć ta równość płci, skoro większość przedstawicielek płci słabej, nie piszę pięknej, bo z tym to różnie bywa, stwierdza w ciemno, iż coś takiego nie dla nich i nie dla ich córek? Skąd mają się brać panie inżynier, skoro w czasie, gdy chłopcy połykają takie książki, ich rówieśniczki… Nie śmiem nawet spekulować, czym się one zajmują. Dlatego, jeśli macie dzieci w odpowiednim wieku, podrzucajcie im takie książki, by wiedziały, jak wiele jest różnych ciekawych rzeczy w świecie. Rzeczy, o których nigdy się nie dowiedzą poznając rzeczywistość za pomocą czasopism czy programów TV dla młodzieży. Niestety, w większości nie dowiedzą się też o nich w szkole. Chcecie szybko odkryć, jakie kierunki interesują Wasze dziecko? Podrzucajcie mu takie lektury, albo nawet sami czytajcie różne lamusy ciekawostek, bo są takowe z wielu, wielu dziedzin. Nie zakładajcie z góry, że Wasze dzieci są takie jak Wy, gdyż ani zainteresowania, ani uzdolnienia, z reguły nie są dziedziczne. Lekarze zwykle chcą, by ich dzieci były lekarzami, adwokaci chcą mieć za potomków adwokatów, itd., ale przez to często nie zauważają braku uzdolnień swych dzieci w wybranym kierunku, co próbują narobić układami, i jednocześnie nie doceniają talentów, których nie pożądają, a które właśnie mogły się w ich latoroślach objawić. Oczywiście tradycje rodowe są znane, ale do czego to prowadzi, można obserwować choćby na przykładzie naszej palestry i jej merytorycznego poziomu. To jednak tylko taka nieco przydługa dygresja.

Jak już się na pewno zorientowaliście, polecam Niezwykłe okręty każdemu, nawet tym, którzy uważają się za zagorzałych humanistów. Pokrętne drogi ludzkiej inwencji są równie zadziwiające i interesujące, co same niezwykłe okręty. Gorąco zachęcam do lektury, tym łatwiejszej, iż ilustracje zajmują mniej więcej połowę publikacji


Wasz Andrew


4 komentarze:

  1. Tylko po co nam Ci żeńscy inżynierowie? Moja córka jest inżynierem i co? Nawet o praktykę trudno a co dopiero o pracę. Na razie siedzi w domu rozsyłając CV i uczy się grać na skrzypcach.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie w tym problem, że siedzi w domu?;)

      Usuń
  2. Obrazki piękne, fakt. Treść dla mnie średnio interesująca.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)